Większość osób wraca z Hiszpanii z przypadkowo złapanymi w markecie czekoladkami albo kolejną paczką churros z lotniska. To spory błąd, bo hiszpańskie słodycze są mocno regionalne i wiele z nich trudno dostać poza konkretnym miastem czy prowincją. Przepaść między tym, co leży przy kasie w sieciówce, a tym, co kupuje się w małych cukierniach, jest ogromna. Dobrze dobrane łakocie mogą być najciekawszą (i najtańszą) pamiątką z wyjazdu, a przy okazji świetnym pretekstem do opowiedzenia o miejscach, które się odwiedziło. Warto więc wiedzieć, czego szukać, żeby nie skończyć z czymś, co smakuje dokładnie tak samo jak w domu.
Klasyka hiszpańskich słodyczy, których nie warto pomijać
Na początek warto ogarnąć kilka podstaw, które pojawiają się praktycznie w całym kraju, ale w każdym regionie potrafią smakować nieco inaczej. To dobry wybór na prezent dla osób, które lubią eksperymentować, ale nie chcą od razu wchodzić w bardzo „egzotyczne” smaki.
- Turrón – nugat z migdałami, od bardzo twardego po kremowy, jedno z najbardziej „hiszpańskich” opakowań, jakie można wrzucić do walizki.
- Polvorones i mantecados – kruche ciastka rozpadające się w ustach, klasyk z Andaluzji, ale dostępny w całym kraju.
- Panellets – katalońskie migdałowe kuleczki w orzeszkach piniowych (sezonowe, jesienne, ale często są wersje całoroczne w dobrych cukierniach).
- Carquiñolis / carquinyolis – migdałowe sucharki w stylu włoskich cantucci, idealne do kawy lub wina deserowego.
- Yemas de Santa Teresa – żółtkowe, bardzo słodkie pralinki z Ávili, świetny przykład, jak Hiszpania wykorzystuje żółtka po produkcji białkowych deserów.
W dużych marketach dostępne są przemysłowe wersje większości z tych słodyczy, ale warto rozejrzeć się za małymi cukierniami (pastelería, confitería). Różnica w jakości bywa kolosalna, a ceny wciąż pozostają rozsądne, zwłaszcza poza typowo turystycznymi dzielnicami.
Najwięcej tradycyjnych słodyczy w Hiszpanii produkuje się teoretycznie „na święta”, ale dobre sklepy mają je przez cały rok. Warto pytać, nawet jeśli na wystawie akurat ich nie widać.
Turrón – więcej niż świąteczny przysmak
Turrón to punkt obowiązkowy. To coś więcej niż tabliczka słodkiego nugatu – za tym produktem stoi konkretny region, historia i sporo lokalnej dumy. Najbardziej znane miasteczka turrónu to Jijona i Alicante w Walencji. W markecie turrón jest wszędzie, ale najlepsze rzeczy często stoją na osobnych stoiskach albo w małych, wyspecjalizowanych sklepach.
Rodzaje turrónu, na które warto polować
Na półkach dominuje podział na turrón blando (Jijona) i turrón duro (Alicante), ale w praktyce wybór jest znacznie szerszy. Dobrze jest znać choć kilka nazw, bo wtedy dużo łatwiej nie zgubić się wśród kolorowych opakowań.
Turrón de Jijona (blando) to miękki, kremowy nugat z mielonych migdałów i miodu. Konsystencją przypomina coś pomiędzy chałwą a marcepanem, ale jest delikatniejszy i mniej „tłusty” w odczuciu. Dobre marki chwalą się procentową zawartością migdałów – im bliżej 70%, tym lepiej. To bezpieczny wybór dla większości osób, świetny jako prezent „bez ryzyka”.
Turrón de Alicante (duro) jest twardy, pełen całych migdałów, oblanych miodowo-cukrową masą, najczęściej między dwoma cienkimi opłatkami. Wygląda bardzo efektownie po pokrojeniu, więc dobrze sprawdza się na rodzinne spotkania. Warto jednak pamiętać, że to słodycz naprawdę twardy – niekoniecznie dla osób z wrażliwymi zębami.
W sklepach pojawia się też mnóstwo wariacji: turrón de chocolate (z różnymi dodatkami, od chrupków ryżowych po skórkę pomarańczową), turrón de yema tostada (z pieczoną masą żółtkową, przypominającą w smaku crème brûlée) czy bardziej nowoczesne wersje z pistacjami, orzechami makadamia, solonym karmelem. To dobry kierunek, jeśli ktoś szuka czegoś mniej „tradycyjnego”, ale nadal mocno osadzonego w hiszpańskiej kulturze słodyczy.
Warto zwracać uwagę na oznaczenia IGP lub DOP na opakowaniu (np. „Jijona” lub „Alicante” jako chronione oznaczenia geograficzne). To najprostsza metoda, żeby uniknąć zupełnie przeciętnych produktów, które tylko udają lokalną specjalność.
Polvorones i mantecados – andaluzyjska robota
Polvorones i mantecados to typowe andaluzyjskie ciastka, które wyglądają dość niepozornie, a potrafią zrobić większe wrażenie niż wiele „efektownych” deserów. Produkuje się je głównie w rejonie Estepy, ale dostępne są w całej Hiszpanii, szczególnie od jesieni do zimy.
Polvorones dosłownie rozpadają się w ustach – nazwa pochodzi od „polvo” (pył). To połączenie mąki, cukru, tłuszczu (często wieprzowego smalcu, o czym warto pamiętać przy zakupach dla wegetarian) i mielonych migdałów. Mantecados są podobne, ale zazwyczaj nieco bardziej zwarte i mniej „migdałowe”. Na opakowaniach często pojawiają się smaki: almendra (migdał), limón, canela (cynamon), vino (wino) czy coco.
Do walizki najlepiej pakować mniejsze, fabrycznie zamknięte pudełka zamiast wielkich kartonów z marketu. Po pierwsze – mniejsze ryzyko zgniecenia, po drugie – łatwiej podarować kilka różnych smaków różnym osobom. Paczki z mieszanką (mezcla surtida) są wygodne, ale często zawierają sporo bardzo przeciętnych wariantów. Lepiej wybrać 2–3 konkretne smaki w mniejszych opakowaniach.
Warto też zerknąć na skład. W tańszych wersjach migdały potrafią być mocno „symboliczne”, za to pojawiają się aromaty i dodatki, które niczego nie wnoszą poza słodyczą. Przy tak prostym produkcie im krótsza lista składników, tym zwykle lepszy efekt.
Słodycze z regionów: co przywieźć z Madrytu, Katalonii, Kraju Basków
Hiszpania nie ma jednego, wspólnego dla całego kraju „narodowego” zestawu słodyczy. To raczej mozaika regionalnych specjalności, z których część przeniknęła do ogólnokrajowych sieci handlowych, a część nadal żyje głównie lokalnie. Warto wykorzystać to przy planowaniu pamiątek.
Madryt i okolice
Z Madrytu najczęściej wraca się z ciastkami kupionymi w słynnym La Mallorquina przy Puerta del Sol, ale ciekawych opcji jest więcej. Dla osób lubiących słodkości na bazie żółtek świetnym wyborem będą yemas de Santa Teresa z niedalekiej Ávili – bardzo słodkie, miękkie kuleczki na bazie żółtek i cukru, pakowane w eleganckie pudełka, dobre na bardziej „oficjalny” prezent.
W samym Madrycie tradycyjne cukiernie oferują różnego rodzaju pastas de té – ciasteczka do herbaty, zwykle na maśle, czasem z dodatkiem migdałów, marmolady czy czekolady. Małe pudełko takich ciastek to uniwersalny podarunek, który sprawdzi się niemal przy każdej okazji.
Warto też zwrócić uwagę na barquillos – cienkie rurki waflowe, sprzedawane luzem lub w puszkach. To lekkie, mało zobowiązujące słodycze, które łatwo przetransportować, a później zjeść „po trochu” do kawy. Idealne, gdy odbiorca nie przepada za bardzo słodkimi deserami.
W okolicach Madrytu (np. w Toledo) pojawiają się natomiast świetne marcepany. Wersje z oznaczeniem pochodzenia (mazapán de Toledo) są warte swojej ceny – to zupełnie inny poziom niż typowe supermarketowe marcepany z dużą ilością cukru i małą ilością migdałów.
Katalonia i Kraj Basków
Katalonia ma własny, rozpoznawalny zestaw słodkości. Najciekawszym „pamiątkowym” produktem są panellets – migdałowe kulki oblepione piniolami, często aromatyzowane cytryną, kawą, kokosem czy kakaem. Tradycyjnie przygotowuje się je na święto Wszystkich Świętych (Castanyada), ale wiele cukierni oferuje je w wersji „całorocznej”. Ze względu na zawartość orzechów to raczej droższa pamiątka, ale bardzo efektowna.
W Katalonii i sąsiednich regionach łatwo też trafić na dobre catànies – migdały w chrupiącej karmelowej skorupce, obtoczone w kremie migdałowym i kakao. To produkt, który zwykle znika z pudełka w kilka minut, więc warto kupić od razu dwie paczki: jedną na prezent, drugą „do testów” podczas powrotu.
Kraj Basków z kolei znany jest głównie z wypieków, ale na pamiątkę dobrze sprawdzą się goxua w wersji „na wynos” (w słoiczkach) albo rozmaite ciastka migdałowe z lokalnych cukierni. Mniej oczywistą, ale ciekawą opcją są też czekolady rzemieślnicze – San Sebastián i okolice mają kilka małych manufaktur, które produkują tabliczki z dodatkami nawiązującymi do kuchni baskijskiej (suszona papryka, sól morska, lokalne alkohole).
W obu regionach warto zaglądać do małych sklepów z lokalnymi produktami (colmadia, botiga de productes locals). Tam najczęściej pojawiają się rzeczy, których nie widać w sieciach typu Mercadona czy Carrefour.
Co kupić dzieciom (i co spokojnie odpuścić)
Hiszpańskie słodycze dla dzieci to osobny świat, w dużej mierze zdominowany przez globalne marki. Jeśli celem jest coś innego niż to, co leży w polskich sklepach, lepiej od razu odpuścić typowe batoniki i lizaki z licencjami bajkowymi.
Za to ciekawą opcją są:
- Czekolady z churrosami – kilka marek produkuje tabliczki z dodatkiem kawałków churros lub ich chrupiących odpowiedników; to fajny „tematyczny” prezent po wizycie w churrerii.
- Cukierki o smaku turrónu – łagodniejsze, w formie karmelków czy miękkich cukierków, mniej wymagające niż sam turrón.
- Gumy i żelki miejscowych marek – smakowo zbliżone do tego, co znane z Polski, ale opakowania i kształty często są inne, więc dzieciaki chętnie testują.
Dla młodszych dzieci lepiej unikać bardzo twardego turrón de Alicante oraz drobnych, bardzo kruchych ciastek typu polvorones, które szybko zamieniają się w okruszki i trudno je jeść „w biegu”. Dużo praktyczniejsze są produkty w indywidualnych opakowaniach – pojedyncze cukierki, małe batoniki, mini-ciasteczka.
Dzieci często reagują też entuzjastycznie na kolorowe opakowania horchaty w wersji słodyczy (np. lody, batony, kremy smakowe na bazie napoju z orzeszków tygrysich), choć to już bardziej ciekawostka niż „klasyczna” pamiątka.
Jak przewozić słodycze z Hiszpanii, żeby dojechały w jednym kawałku
Dobre słodycze potrafią kosztować swoje, więc szkoda byłoby je zmiażdżyć w bagażu. Na szczęście większość hiszpańskich łakoci bardzo dobrze znosi podróż, jeśli zadba się o kilka szczegółów.
Po pierwsze, do bagażu rejestrowanego najlepiej pakować produkty w twardych pudełkach lub puszkach. Turrón w klasycznych kartonikach zwykle wytrzymuje wszystko, ale polvorones czy delikatne ciastka lepiej dodatkowo owinąć ubraniami, żeby nie latały luzem w walizce.
Po drugie, w bagażu podręcznym sensownie jest trzymać rzeczy, które mogą się stopić: czekolady, kremowe turrony, catànies. Hiszpańskie lotniska potrafią być naprawdę ciepłe, a w luku bagażowym bywa różnie z temperaturą. Kilka tabliczek czekolady spokojnie zmieści się pod siedzeniem.
Po trzecie, przy zakupie warto zerknąć na terminy przydatności. Większość tradycyjnych słodyczy ma dość długi termin (kilka miesięcy), ale produkty z kremami, nadzieniami mlecznymi czy alkoholem mogą mieć krótszą datę. To istotne, jeśli pamiątki mają poczekać na jakąś okazję.
Dobrym trikiem jest też kupowanie mniejszych opakowań zamiast jednego dużego. Po pierwsze – łatwiej ułożyć je w walizce, po drugie – można rozdać różnym osobom różne rzeczy i nie ma stresu z porcjowaniem jednego wielkiego bloku turrónu czy ogromnego pudła ciastek.
Ostatecznie hiszpańskie słodycze to jedna z najprostszych dróg, żeby po powrocie jeszcze przez chwilę mieć w domu klimat wyjazdu. Dobrze dobrane opakowania z konkretnych miast i regionów potrafią powiedzieć o podróży więcej niż standardowy magnes na lodówkę.
