Malezja – plaże i rajskie wyspy

Zaplanowanie podróży po malezyjskich plażach i wyspach potrafi przytłoczyć – za dużo nazw, sezonów, promów i „rajskich” zdjęć, które niewiele mówią o realiach. Na szczęście da się to ułożyć w prosty, logiczny plan, nawet z plecakiem i ograniczonym budżetem. Poniżej konkrety: które wyspy faktycznie robią wrażenie, gdzie jest tanio, gdzie spokojnie, a gdzie głośno. Bez lukru i bez ściemy – tak, żeby dało się z tego ułożyć sensowną trasę.

Kiedy jechać do Malezji na plaże

Malezja leży w strefie równikowej, więc zamiast klasycznych pór roku są tu pory deszczowe, różne dla wschodniego i zachodniego wybrzeża. To ma ogromne znaczenie przy wyborze wysp.

Na wschodnim wybrzeżu (Perhentiany, Redang, Tioman) sezon trwa mniej więcej od marca do października. Monsun północno-wschodni od listopada do lutego oznacza zamykane guesthouse’y, brak promów i bardzo niespokojne morze.

Zachodnie wybrzeże (Langkawi, Penang) jest znacznie bardziej całoroczne. Najlepsza pogoda zwykle przypada na styczeń–marzec, ale solidne warunki można trafić przez większą część roku. Opady są, ale raczej w formie intensywnych, krótkich ulew.

Wyspy Borneo (Sabah) mają własną specyfikę, ale w praktyce da się tam pływać i nurkować niemal cały rok, z lekkim pogorszeniem widoczności w okolicach grudnia–stycznia.

Zachodnie wybrzeże: Langkawi i Penang

Zachodnie wyspy dobrze sprawdzają się na start podróży: łatwy dojazd, sensowna infrastruktura i sporo tanich noclegów.

Langkawi to luźna, rozlazła wyspa z kilkoma popularnymi plażami. Najbardziej turystyczna jest Pantai Cenang – dużo barów, skutery, sporty wodne, hałas. Ładniejsze, spokojniejsze odcinki piasku można znaleźć w stronę Pantai Tengah i dalej, albo zupełnie na północy wyspy, jeśli nie przeszkadza konieczność dojazdu skuterem.

Plus Langkawi: strefa bezcłowa, więc alkohol i część zakupów bywają wyraźnie tańsze niż w reszcie Malezji. Minus: plaże są ok, ale daleko im do turkusów z Perhentian czy Borneo. To raczej miks wypoczynku, punktu wypadowego na kolejne etapy i lekkiego imprezowania.

Penang to zupełnie inna historia. Dla backpackerów największą wartością jest George Town – street food, uliczne murale, chińskie świątynie, kolonialna architektura. Plaże w Batu Ferringhi i okolicach są przeciętne, ale da się tam złapać trochę piasku pod stopami, jeśli akurat brak czasu na dalsze wyspy.

W Malezji zachodnie wyspy opłaca się traktować jako „rozgrzewkę”: dobre miejsce na aklimatyzację, jedzenie i ogarnięcie logistyki, zanim ruszy się na naprawdę rajskie wyspy po wschodniej stronie.

Wschodnie wybrzeże: Perhentiany, Redang, Tioman

Wschód Półwyspu Malajskiego to miejsce, gdzie zaczyna się prawdziwe „pocztówkowe” wyobrażenie o Malezji. Krystaliczna woda, biel piasku i niezły snorkeling tuż przy brzegu.

Perhentiany – pierwszy backpackerski raj

Perhentian Kecil i Perhentian Besar to klasyka plecakowej Malezji. Na Kecil ciągnie bardziej backpackerska ekipa: tańsze domki, plażowe bary, wieczorne grille z rybą i piwem podawanym „po cichu”. Besar jest spokojniejsza, częściej wybierana przez pary i rodziny.

Najbardziej znane plaże na Kecil to Long Beach (bardziej imprezowa, choć wciąż daleko do tajskich szaleństw) i Coral Bay (spokojniejsza, z ładnymi zachodami słońca). Pomiędzy nimi wiedzie krótka, prosta ścieżka w dżungli, więc można mieszkać z jednej strony, a jadać czy odpoczywać z drugiej.

Snorkeling wokół Perhentian jest sensowny już kilka metrów od brzegu – żółwie, rekiny rafowe (małe, niegroźne), płaszczki, całe ściany miękkich korali. Warto skoczyć na całodniowy rejs łódką: kilka spotów snorkelingowych, prosta plaża na lunch, chill na pokładzie.

Standard noclegów jest dość prosty. Sporo drewnianych chat na palach, czasem bez ciepłej wody, ale w świetnych lokalizacjach. Ceny w sezonie wysokim potrafią skoczyć: przydaje się rezerwacja minimum pierwszej nocy, zwłaszcza jeśli planowany jest przyjazd późnym promem.

Na Perhentianach nie ma bankomatów. Gotówka jest konieczna – część miejsc przyjmuje płatności kartą, ale nie ma sensu na tym polegać, bo prowizje bywają wysokie, a terminale lubią się psuć.

Tioman – wyspa dla tych, którzy chcą trochę ciszej

Tioman jest większa, spokojniejsza i bardziej „rozrzucona” niż Perhentiany. Klimat jest tu mniej imprezowy, bardziej w stylu: książka w hamaku, nurkowanie, wieczorem prosta kolacja z owocami morza.

Najpopularniejsze plaże to m.in. ABC (Ayer Batang), Salang i Juara. ABC przyciąga nurków – jest tam sporo baz nurkowych, gdzie bez problemu da się zrobić kurs PADI w rozsądnej cenie, a potem dorzucić kilka fun dive’ów. Salang ma ciekawą mieszankę backpackerów i nurków, a Juara daje bardziej „odnośny od świata” klimat, kosztem trochę gorszej logistyki.

Woda wokół Tioman ma bardzo dobrą widoczność, a pod wodą jest trochę więcej urozmaicenia niż na Perhentianach – wraki, ściany, większa szansa na spotkanie większych ryb. To jedno z lepszych miejsc w Malezji, żeby pierwszy raz poważniej wejść w nurkowanie z butlą.

Ceny noclegów na Tiomanie potrafią być delikatnie wyższe niż na Kecil, ale wciąż w zasięgu backpackerskiego budżetu. Tanie domki przy samym morzu wciąż istnieją, choć te w najlepszych miejscach warto rezerwować z wyprzedzeniem, zwłaszcza na weekendy, kiedy z Singapuru i Kuala Lumpur zjeżdżają miejscowi.

Na Tiomanie jest bankomat, ale zdarza się, że… nie działa. Znów: gotówka to podstawa. Internet bywa kapryśny, co dla wielu osób jest dodatkowym plusem – łatwiej odciąć się od pracy i powiadomień.

Borneo: Sabah, Sipadan i okolice

Dla osób, które chcą dorzucić do podróży trochę „wow” pod wodą, Sabah na Borneo to osobny poziom. Rejon Sipadan – Mabul – Kapalai należy do ścisłej czołówki miejsc nurkowych na świecie, choć wymaga już większego budżetu.

Na samym Sipadanie liczba dziennych pozwoleń na nurkowanie jest ograniczona, dlatego zwykle trzeba wykupić pakiet kilka dni na pobliskiej wyspie (np. Mabul) i liczyć na przydział pozwolenia w ramach pobytu. Głębokości, prądy i ilość życia pod wodą robią ogromne wrażenie, ale to raczej opcja dla osób, które już miały styczność z nurkowaniem.

Dla backpackerów, którzy nie nurkują, Borneo i tak ma sens: wybrzeża wokół Kudat, wyspy w zatoce Kota Kinabalu, a do tego możliwość połączenia plaż z dżunglą (Kinabatangan, parki narodowe, orangutany).

Przemieszczanie się między wyspami i koszty

Logistyka w Malezji jest do ogarnięcia, nawet przy spontanicznej podróży. Warto znać kilka praktycznych schematów.

  • Promy i łódki – bilety kupuje się zazwyczaj w porcie lub przez guesthouse. W sezonie wysokim zdarzają się przepełnienia, ale zwykle da się wcisnąć na któryś rejs w ciągu dnia.
  • Autobusy dalekobieżne – tanie, wygodne, często nocne. Pozwalają zaoszczędzić na noclegu i czasie (np. Kuala Lumpur – Kuala Besut na Perhentiany).
  • Loty wewnętrzne – AirAsia i kilka innych linii regularnie mają dobre ceny. Opłaca się sprawdzić, czy przelot np. do Kota Bharu lub Kota Kinabalu nie wyjdzie taniej niż długa jazda autobusem.

Jeśli chodzi o budżet dzienny backpackera, przy noclegu w prostych domkach i jedzeniu lokalnym street foodem można się kręcić w okolicach:

  • 80–120 RM – przy naprawdę prostym standardzie i ograniczaniu alkoholu;
  • 120–180 RM – przy bardziej komfortowych domkach, kilku płatnych atrakcjach i okazjonalnym drinku.

Nurkowanie i wycieczki łodzią potrafią mocno podbić dzienny koszt, dlatego dobrym pomysłem jest zaplanowanie „droższych” dni (kurs nurkowy, rejs, permit na park morski) i przeplatanie ich tańszym plażowaniem.

Bezpieczeństwo, przyroda i szacunek do miejsca

Malezja jest generalnie bezpieczna dla osób podróżujących z plecakiem, także w pojedynkę. Standardowe środki ostrożności wystarczą: nie zostawianie wartościowych rzeczy bez nadzoru na plaży, zamykanie drzwi w bungalowach, rozsądek po zmroku.

W wodzie i na plaży więcej uwagi warto poświęcić przyrodzie. Rafa koralowa w wielu miejscach jest już i tak mocno nadwyrężona, a każde deptanie po koralowcach, zbieranie muszli czy dotykanie żółwi tylko ją dobija. Warto wybierać operatów snorkelingu i nurkowania, którzy zwracają na to uwagę.

Na lądzie największą uciążliwością bywają komary i piaskowe muchy (sandflies). Repelent, cienka koszula z długim rękawem na wieczór i cienka narzutka na plaży potrafią uratować skórę, dosłownie.

Na wielu malezyjskich wyspach woda z kranu nie jest pitna. Dobrze mieć butelkę z filtrem lub kupować większe baniaki i uzupełniać z nich mniejsze butelki, zamiast co chwilę kupować plastik 0,5 l.

Propozycja trasy po wyspach dla backpackera

Dla osób, które mają około 3 tygodni i chcą skupić się głównie na plażach, sensowny jest dość prosty schemat – do samodzielnego modyfikowania.

3-tygodniowy klasyk dla backpackera

Start w Kuala Lumpur: 2–3 dni na ogarnięcie jet lagu, jedzenie, ewentualne zakupy brakującego sprzętu (maski, cienki rashguard, adaptery). Z KL łatwo złapać nocny autobus do portu na Perhentiany (Kuala Besut) albo lot do Kota Bharu i dalej taxi/Grab + łódka.

Perhentiany – 5–7 dni. Pierwsze dni na snorkeling, aklimatyzację z wodą, może jednodniowy wypad na łódce wokół wysp. W tym czasie można sprawdzić, czy jest ochota na kurs nurkowy – jeśli tak, dobrym pomysłem jest zrobienie go właśnie tutaj albo przesunięcie decyzji na Tioman.

Potem przejazd w dół wschodniego wybrzeża i łódka na Tioman – kolejne 5–7 dni. Część osób robi tu kurs PADI, inni po prostu korzystają z bardziej spokojnej atmosfery i intensywnego odpoczynku. Dzień lub dwa warto zostawić jako „bufor” na gorszą pogodę, zwłaszcza jeśli zależy na konkretnych aktywnościach w wodzie.

Na koniec powrót na zachód i Langkawi lub Penang – 3–4 dni. To dobre miejsce na zakończenie wyjazdu: trochę miasta, trochę plaży, ostatnie zakupy i sensowne połączenia lotnicze dalej. Dla osób, które lubią street food i klimat miast, Penang bywa lepszym wyborem niż Langkawi.

Przy krótszym pobycie (np. 10–12 dni) lepiej wybrać jedną główną bazę plażową i nie tracić czasu na przeskakiwanie. Perhentiany dla osób, które lubią bardziej backpackerski klimat i prostsze warunki; Tioman dla tych, którzy chcą trochę więcej spokoju i nurkowania.

Co spakować na plażowy backpacking po Malezji

Na plażowy wyjazd z plecakiem do Malezji wcale nie potrzeba dużo sprzętu, ale kilka rzeczy mocno ułatwia życie:

  • Maska i rurka – własny sprzęt to lepsza higiena i komfort niż wypożyczalnie „dla wszystkich”.
  • Rashguard lub cienka koszulka z długim rękawem – chroni przed słońcem i lekko przed meduzami, przydatny przy snorkelingu.
  • Buty do wody – szczególnie przydatne tam, gdzie dno jest kamieniste lub pełne korali.
  • Dry bag – wodoodporna torba, w której telefon i dokumenty przeżyją każdą łódkę.
  • Repelent i podstawowa apteczka – lepiej mieć swoje niż szukać w sklepikach na wyspie.

Dobrze spakowany plecak, kilka rozsądnych decyzji i odrobina elastyczności wystarczą, żeby z malezyjskich plaż i wysp wycisnąć naprawdę dużo – bez konieczności przepalania budżetu i gonienia za każdą „must see” atrakcją z folderu.