Lecąc na Maderę wiele osób zakłada, że „to nie jest wyspa na plażowanie” i od razu odpuszcza temat plaż. To spory błąd, bo omijane są miejsca, gdzie można zobaczyć, jak Atlantyk spotyka się z lawą – w formach zupełnie innych niż na pocztówkach z południa Europy. Zamiast polowania na „idealną plażę” warto świadomie wybierać konkretne zatoki, baseny i fragmenty wybrzeża, które naprawdę robią różnicę. Właśnie tam najłatwiej poczuć, że Madera to wyspa pionowych klifów, gwałtownych przypływów i czarnego piasku, a nie katalogowy kurort. Poniżej zebrano plaże i miejsca nad wodą, które rzeczywiście warto uwzględnić w planie – z krótkim wyjaśnieniem, czego się spodziewać i dla kogo które miejsce ma sens.
Charakter plaż na Maderze – o czym się zwykle nie mówi
Większość plaż na Maderze to nie szerokie piaszczyste połacie, tylko wąskie odcinki wybrzeża z ciemnym, wulkanicznym piaskiem lub otoczakami. Do tego dochodzą strome zejścia, fale potrafiące zaskoczyć i dno, które szybko robi się głębokie. Dla części osób to wada, ale dla wielu – największa zaleta wyspy.
Standardem są:
- plaże z czarnym piaskiem lub kamieniami, często z solidną falą,
- sztucznie usypane plaże z żółtym piaskiem (dowiezionym spoza wyspy),
- naturalne baseny lawowe, gdzie kąpiel przypomina pływanie w spokojnej lagunie nad oceanem.
Planowanie plażowania na Maderze wymaga więc innego podejścia niż np. na Wyspach Kanaryjskich. Zamiast szukać jednego, „głównego” kurortu plażowego, lepiej potraktować pobyt jako serię wypadów nad wodę w różne części wyspy, łącząc je z trekkingiem, zwiedzaniem lub po prostu jazdą widokowymi drogami.
Plaże z piaskiem – gdzie szukać złotych fragmentów wybrzeża
Praia de Machico – kompromis między „kurortem” a Maderą
Machico to jedno z najpopularniejszych miejsc plażowych na wyspie, głównie dzięki plaży z żółtym piaskiem, usypanej w chronionej zatoczce. Piasek został tu dowieziony, ale całość jest dobrze wkomponowana w otoczenie: po jednej stronie widać port, po drugiej – zielone zbocza i charakterystyczną skałę Ponta de São Lourenço w oddali.
Z punktu widzenia komfortu kąpieli Machico jest jednym z najłatwiejszych miejsc na start. Fale są zazwyczaj mniejsze dzięki falochronowi, dno opada łagodnie, a infrastrukturę stanowią prysznice, bary, toalety i promenada. To dobra opcja dla osób, które chcą złapać pierwszy kontakt z wodą na Maderze bez zaskoczeń.
Tuż obok piaszczystej części znajduje się fragment z otoczakami oraz niewielka przystań, więc można łatwo porównać „uładzoną” i bardziej naturalną wersję wybrzeża. Dla wielu odwiedzających to pierwsze miejsce, gdzie widać specyfikę maderskiej linii brzegowej i różnicę między sztucznie stworzoną plażą a tym, jak wygląda wyspa „z natury”.
Atutem Machico jest też położenie niedaleko lotniska – można tu podjechać nawet na krótki spacer i pierwszą kąpiel po przylocie, nie tracąc pół dnia na dojazdy.
Calheta – złoty piasek i spokojniejsza woda
Calheta to drugi, obok Machico, znany fragment wybrzeża z żółtym piaskiem. Plaża jest podzielona na dwie zatoczki oddzielone molo, obie chronione falochronami. Dzięki temu woda jest tu często spokojniejsza niż w innych miejscach na południowym wybrzeżu.
Wokół plaży rozwinęła się infrastruktura typowo turystyczna: hotele, apartamenty, restauracje, promenada. Dla części odwiedzających to plus – wszystko jest pod ręką, łatwo znaleźć miejsce na obiad czy kawę. Dla innych – minus, bo atmosfera jest bardziej „kurortowa” niż „maderańska”.
Calheta dobrze sprawdza się przy wyjazdach z dziećmi, osobami starszymi lub po prostu nastawionymi na spokojne leżenie i pływanie bez niespodzianek. Warto jednak pamiętać, że to nie jest dzika Madera – jeśli w planach jest choć trochę surowych krajobrazów, trzeba wyjechać dalej na zachód lub w głąb wyspy.
Ciekawym uzupełnieniem wizyty jest wstąpienie do lokalnej destylarni rumu w Calhecie, co dobrze łączy się z plażowaniem w jeden dzień.
Wyspa Porto Santo – „poboczny bonus” dla fanów klasycznych plaż
Formalnie to inna wyspa, ale często traktuje się ją jako przedłużenie pobytu na Maderze. Porto Santo słynie z jednej, prawie 9-kilometrowej plaży z drobnym, jasnym piaskiem i bardzo łagodnym wejściem do wody. Dla osób, którym na Maderze brakuje „prawdziwej plaży”, Porto Santo bywa idealnym uzupełnieniem.
Na wyspę można dopłynąć promem z Funchal lub dolecieć samolotem. Wariant jedno- lub dwudniowy jest jak najbardziej realny przy dłuższym pobycie. Sama plaża jest długa na tyle, że bez problemu da się znaleźć odcinki mniej zatłoczone, nawet w sezonie.
Charakter piasku jest tu inny niż na większości plaż portugalskich – mówi się o jego właściwościach prozdrowotnych (kąpiele piaskowe), choć to bardziej ciekawostka niż powód organizowania całego wyjazdu. Z praktycznego punktu widzenia to po prostu świetne miejsce dla tych, którzy chcą mieć „klasyczne” plażowanie w pakiecie z surową Maderą.
Porto Santo dobrze traktować jako świadomą decyzję: dzień lub dwa na leniwy wypoczynek przy spokojnym Atlantyku, zanim z powrotem wskoczy się w rytm trekkingów i krętych dróg na głównej wyspie.
Na głównej wyspie Madery naturalne, szerokie plaże z jasnym piaskiem praktycznie nie istnieją. Złoty piasek pojawia się tam, gdzie został dowieziony – jak w Machico i Calhecie – albo na osobnej wyspie Porto Santo.
Surowe, kamieniste wybrzeże i naturalne baseny
Seixal – czarny piasek i widokowe tło
Seixal to jedno z tych miejsc, które w ostatnich latach zrobiły furorę w mediach społecznościowych. Plaża z ciemnym, wulkanicznym piaskiem, strome ściany gór schodzące niemal do oceanu, wodospady spadające z klifów w pobliżu – całość wygląda jak połączenie Islandii i tropików.
Najbardziej znany fragment to Praia do Porto do Seixal, niewielka, ale bardzo fotogeniczna plaża w zatoce, często z przyzwoicie dużą falą. Wejście do wody wymaga trochę uwagi, szczególnie przy silnym wietrze, ale nagrodą są widoki, których nie da się pomylić z żadnym innym miejscem.
Seixal oferuje też naturalne baseny lawowe, mniej zabudowane niż te w Porto Moniz. To dobra opcja dla osób, które chcą popływać w względnie spokojnej wodzie, ale bez typowo „basenowej” otoczki. Kamienne półki i stopnie ułatwiają zejście, choć przy niskim stanie wody mogą być śliskie.
Wyjazd do Seixal ma sens szczególnie przy objazdówce północnego wybrzeża – można połączyć go z wizytą w São Vicente i Porto Moniz, robiąc z tego cały dzień nad wodą i w drodze.
Porto Moniz – klasyka maderskich naturalnych basenów
Porto Moniz to miejsce, które bardzo często pojawia się na listach „must see” na Maderze – głównie ze względu na naturalne baseny lawowe tuż przy oceanie. To nie jest typowa plaża, ale w praktyce pełni podobną funkcję: miejsce do kąpieli, opalania i siedzenia nad wodą.
Baseny są wypełnione wodą morską, oddzieloną od otwartego oceanu naturalnymi formacjami skalnymi i dodatkowymi zabezpieczeniami. Przy spokojniejszym Atlantyku kąpiel przypomina pływanie w dużym, nieregularnym basenie z widokiem na fale rozbijające się o skały. Przy silniejszym wietrze i wysokiej fali część zbiorników może być okresowo zamykana dla bezpieczeństwa.
W Porto Moniz są w zasadzie dwa zestawy basenów: bardziej „uładzone”, z dobrą infrastrukturą (szatnie, prysznice, bary, leżaki) i bardziej naturalne, z mniejszą ingerencją w środowisko. Oba warte sprawdzenia, choć wielu osobom bardziej podoba się surowsza część, nawet jeśli kąpiel jest tam mniej wygodna.
Samo miasteczko oferuje kilka tarasów widokowych i krótkie spacery, ale głównym celem wizyty jest zdecydowanie kontakt z wodą. Najlepiej przyjechać tu w godzinach wcześniejszych, zanim zrobi się tłoczno – szczególnie w sezonie i przy dobrej pogodzie.
Małe, ale charakterystyczne – plaże i zatoki „dla wtajemniczonych”
Poza najbardziej znanymi nazwami na mapie pojawiają się też mniejsze plaże, często traktowane jako dodatek do innych atrakcji w okolicy. Warto rozważyć szczególnie dwie:
- Prainha – niewielka plaża z ciemnym piaskiem w okolicach Ponta de São Lourenço, jedna z nielicznych naturalnych piaszczystych plaż na głównej wyspie. Dobre miejsce na kąpiel po trekkingu na wschodni kraniec Madery.
- Fajã dos Padres – fragment wybrzeża u stóp wysokiego klifu, dostępny kolejką linową lub stromą ścieżką. Kamienista plaża, krystaliczna woda, plantacje dookoła – zdecydowanie inne doświadczenie niż zatłoczona plaża hotelowa.
Oba miejsca wymagają trochę więcej logistyki niż podjechanie pod plażę z parkingu, ale właśnie dlatego często są spokojniejsze i bardziej „klimatyczne”. Dla wielu osób to one najlepiej pokazują, że na Maderze kontakt z wodą jest ściśle związany z pionowym światem klifów i stromych zboczy.
Jak wybierać plaże na Maderze w zależności od planu wyjazdu
Jeśli plan zakłada głównie zwiedzanie i trekkingi, warto potraktować plaże jako „przystanki regeneracyjne” w trasie. W takim układzie dobrze sprawdzają się: Machico (blisko lotniska i wschodniej części wyspy), Seixal i Porto Moniz (na północy) oraz Prainha po trekkingu na Ponta de São Lourenço.
Przy nastawieniu na spokojne kąpiele i plażowanie optymalnym wyborem jest nocleg w Machico lub Calhecie i dorzucenie jednodniowej lub dwudniowej wyprawy na Porto Santo. To pozwala połączyć wygodę żółtego piasku z bardziej dzikimi klimatami północy.
Osoby szukające „innych” miejsc nad wodą, mniej turystycznych, powinny rozglądać się za fajãs (małymi, płaskimi fragmentami terenu przy oceanie, zwykle u stóp klifów) i mniejszymi plażami kamienistymi. Część z nich wymaga zejść po schodach, dojazdu wąskimi drogami lub krótkiego trekkingu, ale w nagrodę oferuje ciszę i poczucie bycia „na uboczu”.
Najważniejsze, by z góry założyć, że Madera to wyspa widoków i oceanicznej energii, a nie katalogowego plażowania. Z takim nastawieniem łatwiej docenić czarny piasek Seixal, surowe baseny Porto Moniz czy niedużą, ale klimatyczną Prainhę – miejsca, które potrafią zostać w pamięci znacznie dłużej niż kolejne „ładne, złote plaże” gdzieś w Europie.
