Wiele osób w trasie łapie się na tym, że playlisty brzmią tak samo, co po kilku godzinach zwyczajnie nuży; to znak, że w muzyce brakuje koloru i charakteru. Diagnoza jest prosta: za mało utworów, które mają własny klimat, język i historię, a za dużo bezosobowego tła. Rozwiązaniem może być świadomie dobrana włoska playlista na podróż, w której klasyka miesza się z nowym popem, gitarowym graniem i regionalnymi smaczkami. Taka mieszanka nie tylko robi tło do widoków za szybą, ale też wciąga w opowieść – o mieście, morzu, autostradzie, czasem o złamanym sercu.
Dlaczego włoskie piosenki tak dobrze „niosą” w podróży
Włoska muzyka ma kilka cech, które idealnie sprawdzają się w drodze. Przede wszystkim melodia jest na pierwszym planie. Nawet w prostych, radiowych kawałkach linia wokalu jest nośna, łatwa do zanucenia, więc po godzinie jazdy nie trzeba znać włoskiego, żeby śpiewać refreny.
Druga sprawa to rytm. Sporo włoskich utworów ma tempo w okolicach 90–120 BPM, które naturalnie „zgrywa się” z krokiem podczas spaceru po mieście czy monotonnym szumem autostrady. Dzięki temu muzyka nie męczy, tylko stabilnie podtrzymuje energię.
Włoskie hity rzadko są neutralne emocjonalnie – zwykle albo podkręcają nastrój, albo dokładają nostalgii. To sprawia, że świetnie budują klimat konkretnego odcinka podróży.
Dochodzi jeszcze aspekt języka. Nawet jeśli nie rozumie się tekstu, włoski brzmi dla wielu osób miękko, melodyjnie i filmowo. Łatwo więc poczuć się jak w scenie z włoskiego kina, nawet jadąc lokalnym pociągiem przez Mazowsze.
Klasyka włoskiej piosenki – fundament playlisty
Bez klasyków playlista szybko stanie się jednorazowa. Kilka sprawdzonych tytułów robi za fundament, do którego można dowolnie dokładać nowości.
Złota era lat 60. i 70.
To okres, w którym powstało wiele piosenek dziś uznawanych za absolutne ikony. W trasie działają jak podróż w czasie – szczególnie na drogach nadmorskich albo podczas nocnej jazdy.
- „Nel blu dipinto di blu (Volare)” – Domenico Modugno – utwór tak osłuchany, że aż ryzykowny, ale wciąż daje niesamowite poczucie lekkości, szczególnie na poranny wyjazd.
- „Azzurro” – Adriano Celentano – lekko ironiczna, ale bardzo „słoneczna” piosenka; idealna na korek w mieście, kiedy chce się czegoś pozytywnego, ale nie głupkowatego.
- „L’italiano” – Toto Cutugno – stereotypowo „włoska”, ale w trasie zwykle działa, szczególnie gdy podróżuje się z osobami, które dopiero wkręcają się w włoskie brzmienia.
- „Gloria” – Umberto Tozzi – trochę bardziej energetyczna, świetna na pobudzenie przy monotonnejszych odcinkach drogi.
Dobrze jest mieć w playliście 3–5 takich piosenek. Nie muszą lecieć pod rząd – można je wplatać co kilkanaście utworów, jako rodzaj „kotwicy”, która scala całość.
Liryczne ballady na nocną trasę
Nocna droga rządzi się innymi prawami. Światło reflektorów, mniejszy ruch, własne myśli – do tego dużo lepiej pasują spokojniejsze rzeczy niż taneczny pop.
Włoskie ballady mają wyraziste refreny, ale zwykle nie są przesadnie „rozlane”. Dzięki temu nie usypiają, tylko tworzą gęstszy nastrój. Warto sięgnąć po:
- „Caruso” – Lucio Dalla – klasyk, który w dalszym ciągu robi wrażenie; na autostradzie w nocy potrafi wywołać ciarki.
- „La Cura” – Franco Battiato – bardziej intymna, hipnotyczna piosenka; działa świetnie, gdy reszta auta już milknie.
- „Se telefonando” – Mina – elegancki, trochę filmowy klimat; dobra na końcowe kilometry przed hotelem czy pensjonatem.
Takie utwory najlepiej sprawdzają się w drugiej części playlisty, kiedy pierwsza euforia wyjazdu trochę opadnie.
Współczesny pop i indie – Włochy po Sanremo
Włoska scena ostatnich lat to nie tylko festiwal w Sanremo i zwycięzcy Eurowizji. Jest sporo nowego popu i indie, które pod względem brzmieniowym zbliża się do tego, co leci w radiu w całej Europie, ale wciąż ma wyraźny włoski akcent.
Nowe brzmienia do jazdy autostradą
Na dłuższy, równy odcinek autostrady dobrze sprawdzają się utwory o stabilnym, średnim tempie. Takie, które nie nużą, ale też nie zmuszają do ciągłego „podkręcania się”.
- „Il conforto” – Tiziano Ferro & Carmen Consoli – nowocześnie wyprodukowana ballada, która świetnie trzyma tempo jazdy;
- „L’essenziale” – Marco Mengoni – radiowy, ale nie płaski; dobrze działa zarówno w tle rozmowy, jak i do słuchania „na serio”.
- „Bella d’estate” – Mango (lub nowsze covery) – piosenka, która zmienia zwykły odcinek trasy w „letni wieczór”, nawet w środku tygodnia.
Dla osób lubiących bardziej alternatywne brzmienia można dorzucić kilka utworów z pogranicza popu i indie – np. coś z repertuaru Levante czy Thegiornalisti. Nie trzeba znać całej dyskografii; wystarczą 2–3 utwory, które dobrze „wchodzą” już przy pierwszym odsłuchu.
Włoski rock i cantautorzy – więcej gitar, mniej lukru
Kiedy ma się ochotę na coś ostrzejszego niż ballady i łagodny pop, warto sięgnąć po włoski rock oraz cantautorów – autorów-piosenkarzy, którzy łączą mocniejsze brzmienie z dobrym tekstem.
Dla wielu osób zaskoczeniem jest, jak dobrze w podróży sprawdzają się:
- „Sally” – Vasco Rossi – rockowa ballada z charakterem, świetna na fragmenty trasy, gdzie widoki robią się bardziej surowe;
- „Un senso” – Vasco Rossi – utwór, który wręcz brzmi jak piosenka o drodze i szukaniu kierunku;
- „La descrizione di un attimo” – Tiromancino – melancholijny, gitarowy numer, dobry na przejazdy przez mniejsze miejscowości.
Cantautorzy są dobrym wyborem, gdy w aucie lub pociągu są osoby, którym zależy na czymś „bardziej treściwym” niż radiowe hity, ale które nie chcą wchodzić w ciężkie, eksperymentalne brzmienia.
Do tego można dołożyć 1–2 nowsze, bardziej znane rockowe utwory (choćby jeden numer Måneskin) – nie po to, by zdominowały playlistę, ale żeby co jakiś czas podkręciły energię.
Utwory regionalne i folk – kiedy droga skręca poza autostradę
Włoska muzyka to nie tylko język ogólny. Istnieje bogata tradycja piosenek wykonywanych w dialektach – neapolitańskim, sycylijskim czy rzymskim. W podróży sprawdzają się jako „smaczki”, które wybijają z rutyny.
Dość uniwersalnie działają utwory z brzmieniem neapolitańskim, jak nowsze wersje tradycyjnych pieśni czy współczesne kawałki inspirowane tamtejszym folklorem. Nie trzeba od razu tworzyć etnograficznej składanki – wystarczą 2–3 utwory na całą playlistę, rozrzucone co 10–15 piosenek.
Takie wstawki dobrze pasują do fragmentów trasy, kiedy krajobraz mocno się zmienia – wjazd w góry, droga wzdłuż rzeki, lokalne drogi zamiast ekspresówki. Muzyka podkreśla wtedy, że to już nie jest „byle jaki odcinek”, ale coś osobnego.
Jak ułożyć spójną włoską playlistę na podróż
Nawet najlepsze utwory nie zadziałają, jeśli zostaną wrzucone zupełnie przypadkowo. Warto podejść do playlisty jak do trasy: ma początek, środek i końcówkę.
- Początek trasy: 3–4 energetyczne klasyki i nowsze popowe utwory, które od razu „otwierają” podróż. Tutaj sprawdzą się „Azzurro”, „Gloria”, coś bardziej współczesnego w stylu Mengoniego.
- Środek: mieszanka średnio-temperamentnych piosenek, kilka rockowych, 1–2 utwory regionalne. To fragment, który ma utrzymać równy nastrój – bez przesadnych skoków tempa.
- Końcówka: więcej ballad, spokojniejszych numerów, utwory o bardziej refleksyjnym charakterze („Caruso”, „La Cura”, „Se telefonando”). Dobrze, jeśli ostatnia piosenka nawiązuje klimatem do miejsca, do którego się dojeżdża – choćby tylko nastrojem.
Przy dłuższych wyjazdach dobrze jest stworzyć dwie osobne playlisty: jedną bardziej energetyczną na pierwsze dni i drugą spokojniejszą, „nocną”. Włoskie piosenki mają tę przewagę, że bez trudu można żonglować nastrojem: od rozgłośnionych, niemal karnawałowych refrenów po intymne ballady, które brzmią jak list pisany z tylnego siedzenia auta.
Dobrze ułożona, różnorodna włoska playlista sprawia, że sama droga zaczyna być częścią wyjazdu, a nie tylko koniecznym dojazdem z punktu A do B. I nawet jeśli celem nie są Włochy, po kilku godzinach w takim towarzystwie łatwo złapać się na tym, że w głowie pojawia się bardzo konkretna myśl: następnym razem – może jednak autostrada na południe.
