Zwykle pamiątki z wakacji kończą na półce i szybko o nich się zapomina, ale hiszpańskie skarby bez problemu odnajdują miejsce w codziennym życiu w kuchni i domu. Warto od razu założyć, że nie chodzi o kolejną figurkę z plastiku, tylko o rzeczy, które coś mówią o kraju, jego jedzeniu i zwyczajach. Dobrze dobrane pamiątki z Hiszpanii to produkty, które naprawdę się zużyją, zostaną zjedzone, wypite albo wykorzystane – dzięki temu nie zamienią się w kurzolap. Poniżej konkretne propozycje: co przywieźć, gdzie szukać, na co uważać i jak nie przepłacić.
Hiszpańskie wędliny i sery – klasyka, którą warto dźwigać
Hiszpania to raj dla miłośników dojrzewających wędlin. Najczęściej pada nazwa jamón, ale w praktyce wybór jest szerszy i łatwo się w tym zgubić.
Podstawowy podział szynki: jamón serrano (tańsza, z białych świń) i jamón ibérico (droższa, z czarnych świń iberyjskich). Dla większości osób jako pamiątka w zupełności wystarczy dobry serrano w plastrach próżniowo pakowanych. Ibérico to półka wyżej – świetny prezent, ale też większy wydatek.
Na opakowaniach szynki iberyjskiej pojawiają się oznaczenia jakości: cebo, cebo de campo, bellota. Im bliżej „bellota” (karmione żołędziami), tym lepsza jakość i wyższa cena. Na lotniskach dominuje oferta wizualnie efektowna, ale często przepłacona. Lepsze ceny zwykle w dużych supermarketach (Mercadona, Carrefour, Alcampo) i w specjalistycznych sklepach z wędlinami.
Poza szynką warto rozważyć:
- fuet – cienka, katalońska kiełbasa dojrzewająca, świetna do wina
- chorizo curado – suszona kiełbasa z papryką, dobrze znosi podróż
- lomo – dojrzewający schab, delikatniejszy niż szynka
Do wędlin warto dobrać hiszpańskie sery. Najbardziej „podręczną” pamiątką jest queso Manchego – twardy ser z mleka owczego z La Manchy. Dostępny w wersjach od świeżej (semicurado) do mocno dojrzewającej (curado, viejo). Dobrze znosi podróż, szczególnie w próżniowych kawałkach.
Najbezpieczniejsza kombinacja do walizki: szynka lub chorizo w plastrach próżniowo pakowanych + kawałek sera Manchego + mała butelka oliwy. Z tego w domu powstaje od razu gotowa hiszpańska deska przekąsek.
Oliwa z oliwek – co naprawdę warto kupić
Hiszpania jest jednym z największych producentów oliwy na świecie, więc szkoda wracać bez porządnej butelki. Warto jednak unikać przypadkowych plastikowych baniaków tylko dlatego, że są tanie.
Najbezpieczniejszy wybór to oliwa extra virgin z oznaczeniem pochodzenia (DOP/DO). Regiony warte uwagi: Jaén, Baena, Priego de Córdoba, Siurana. Na etykietach pojawiają się nazwy odmian oliwek: Picual, Arbequina, Hojiblanca. Picual jest intensywniejsza, lekko piekąca w gardle, dobra do sałatek i chleba; Arbequina – łagodniejsza, bardziej „maślana”, świetna do delikatniejszych dań.
Dla osób zaczynających przygodę z hiszpańską kuchnią dobrą opcją są małe butelki degustacyjne z różnych regionów. Pozwalają spróbować kilku stylów, bez konieczności dźwigania pięciu litrów oliwy w walizce.
Przyprawy, które faktycznie będą używane
Zamiast kolejnej solniczki w kształcie byka lepiej wrzucić do koszyka produkty, które z każdego obiadu zrobią małe wspomnienie z Hiszpanii.
Na pierwszym miejscu papryka wędzona pimentón. Dostępna w wersjach: dulce (słodka), agridulce (słodko-ostra) i picante (ostra). Używana do chorizo, gulaszy, dań z fasolą, ale też świetnie sprawdza się w polskiej kuchni – do leczo, marynat i zupy pomidorowej.
Drugi produkt, za którym warto się rozejrzeć, to szafran. W Hiszpanii tradycyjnie używany do paelli i ryżu. Uwaga na podejrzanie tanie opakowania w turystycznych sklepach – często to mieszanki lub aromaty. Lepiej celować w małe, dobrze opisane pudełka z aptek lub dużych supermarketów.
Przy okazji można dorzucić mieszanki do paelli, przyprawy do chorizo albo dobrej jakości solę morską w płatkach (np. z regionu Cádiz). To niewielkie, lekkie produkty, które szybko wchodzą do codziennego użycia.
Słodycze i przekąski, których nie ma w każdej Biedronce
Hiszpańskie słodycze nie są tak rozpoznawalne jak włoskie, ale kilka produktów zdecydowanie zasługuje na miejsce w walizce.
Na pierwszym miejscu turrón. Klasycznie kojarzony z okresem świątecznym, ale dostępny w sklepach przez cały rok. Dwa główne style: turrón de Jijona (miękki, z mielonych migdałów) i turrón de Alicante (twardy, z całych migdałów). Poza nimi pojawiają się dziesiątki wariacji z czekoladą, owocami i likierami.
Warto zwrócić uwagę też na:
- polvorones i mantecados – kruche ciastka „rozpadające się” w ustach, tradycyjnie bożonarodzeniowe
- lokalne ciastka migdałowe i „pastas” sprzedawane luzem w mniejszych cukierniach
- czekolady z regionu Villajoyosa (np. Valor) – dobre jako codzienna słodka pamiątka
Osobną kategorią są słone przekąski, które zwykle znikają jako pierwsze po powrocie:
- migdały smażone w oliwie, solone – prostota, ale trudno przestać jeść
- oliwki nadziewane (nie tylko anchois, często papryką, czosnkiem, migdałami)
- chipsy o smaku jamón – brzmi turystycznie, ale potrafią być zaskakująco dobre
Dla osób, które nie chcą dźwigać ciężkich produktów, zestaw: pimentón + turrón + migdały mieści się w bagażu podręcznym i spokojnie starcza na kilka „hiszpańskich wieczorów” po powrocie.
Wina, cava i inne alkohole – co wybrać i jak przewozić
Hiszpańskie wina i alkohole to temat rzeka, ale w kontekście pamiątek wystarczy kilka praktycznych wskazówek. Zamiast polować na najtańsze butelki, lepiej kupić 2–3 konkretnie wybrane wina z dobrą etykietą niż sześć przypadkowych.
Wino i cava – proste wybory na start
Najbardziej rozpoznawalny region to Rioja – dobre czerwone wina, często dojrzewające w beczkach. Dla osób lubiących łagodniejsze smaki dobrym wyborem jest Rioja Crianza – przystępna, przyjemna, pasuje do wędlin i serów przywiezionych z tego samego wyjazdu.
Warto jednak spróbować czegoś spoza utartej ścieżki. Ribera del Duero oferuje wina zwykle pełniejsze i bardziej intensywne niż Rioja. Z białych win ciekawie wypada Rías Baixas (szczep Albariño) – świetne do ryb i owoców morza.
Na bąbelki: Cava. Hiszpańska odpowiedź na szampana, często w bardzo dobrym stosunku jakości do ceny. Dostępna w każdym markecie, ale warto zwrócić uwagę na mniejszych producentów – często stoją na tej samej półce, tylko bez głośnego logo.
Sherry, pacharán, licor de hierbas – mniej oczywiste pamiątki
Dla osób, które chcą wrócić z czymś innym niż „kolejny czerwony półwytrawny”, godne uwagi są lokalne alkohole:
- Sherry (Jerez) – wytrawna (Fino, Manzanilla) lub słodsza (Cream, Pedro Ximénez). Świetna baza do koktajli i do deserów.
- Licor de hierbas z Galicji lub Majorki – ziołowy likier, pijany schłodzony, często po posiłku.
- Pacharán z Nawarry i Kraju Basków – likier z tarniny, ciekawa alternatywa dla bardziej znanych trunków.
Przewożąc alkohol w bagażu rejestrowanym warto używać pokrowców na butelki lub dokładnie owinąć je ubraniami. W bagażu podręcznym powyżej 100 ml nie ma szans na przejście kontroli, więc butelki zostają w walizce nadawanej.
Coś do domu: ceramika, akcesoria kuchenne i tekstylia
Hiszpania to nie tylko jedzenie, ale też przedmioty, które pomagają je podać i przygotować. Najbardziej praktyczną pamiątką z tej kategorii jest patelnia do paelli (paellera). Występuje w różnych rozmiarach – od maleńkich, dekoracyjnych po ogromne na kilkanaście osób. Do domowego użytku w zupełności wystarcza średnica 30–34 cm.
Uzupełnieniem są gliniane naczynia, tzw. „cazuelas”. Świetne do zapiekania, serwowania tapas, pieczenia chorizo w winie. W wersjach mniejszych idealne jako miseczki na oliwki, sosy i drobne przekąski.
W wielu regionach (Andaluzja, Walencja, Katalonia) w oczy rzuca się lokalna ceramika zdobiona. Talerze, miski, kubki – ważne, by sprawdzić, czy nadają się do kontaktu z żywnością i zmywarki. Warto też uważać na wagę – kilka talerzy w walizce potrafi szybko „zjeść” limit kilogramów.
Ciekawą, lekką pamiątką są kuchenne ściereczki, fartuchy i obrusy z motywami oliwek, byków, flamenco czy azulejos. W codziennym użyciu przypominają o wyjeździe dużo skuteczniej niż kolejny breloczek.
Czego lepiej nie kupować (albo kupować z głową)
Nie każdy produkt z napisem „Spain” zasługuje na miejsce w bagażu. Kilka kategorii lepiej omijać lub podchodzić do nich ostrożnie.
Po pierwsze: turystyczne kosze prezentowe z lotnisk. Ładnie zapakowane, ale często zawierają produkty przeciętnej jakości w zawyżonej cenie. Zamiast gotowego zestawu łatwiej samemu skomponować „pakiet hiszpański” z normalnego supermarketu lub lokalnego sklepu.
Po drugie: podejrzanie tani szafran i „oliwa premium” w plastikowych, nieopisanych dobrze butelkach. Zazwyczaj to mieszanki niskiej jakości lub po prostu słaby produkt ubrany w ładne słowa.
Po trzecie: produkty, których realnie nikt w domu nie użyje. Ogromny gar do paelli dla 20 osób brzmi efektownie, ale jeżeli w mieszkaniu jest zwykła kuchenka i standardowa rodzinna codzienność, taki gar skończy na dnie szafy.
Dobrym filtrem przy zakupach jest jedno pytanie: Czy użyłoby się tego w ciągu najbliższego miesiąca po powrocie? Jeśli odpowiedź brzmi „raczej nie” – szkoda miejsca w walizce.
Gdzie kupować, żeby nie przepłacić
W dużych miastach turystycznych ceny potrafią mocno się różnić w zależności od lokalizacji. Produkty typowo spożywcze najlepiej kupować w:
- supermarketach (Mercadona, Carrefour, Alcampo) – dobra baza, uczciwe ceny
- sklepach specjalistycznych – jamón, sery, wina; często wyższa jakość i możliwość próbowania
- lokalnych targach – dobre miejsce na świeże produkty i regionalne wyroby
Sklepy stricte pamiątkarskie w centrach starówek zwykle mają najwyższe ceny i najsłabszy stosunek jakości do wartości. Sprawdzają się raczej przy małych gadżetach niż przy jedzeniu czy alkoholu.
Przed większymi zakupami opłaca się po prostu obrócić kilka etykiet i porównać ceny za kilogram lub litr. Przy szynce, oliwie i serach różnice potrafią być naprawdę spore, nawet na sąsiednich ulicach.
