Lawendowe pola Prowansji, wieża Eiffla i wino z Bordeaux – te trzy symbole zwykle jako pierwsze przychodzą do głowy przy słowie „Francja”. Łączy je jedno: zasłaniają całą masę rzeczy, o których rzadko mówi się w przewodnikach, a które dużo lepiej pokazują, jak ten kraj naprawdę działa. Poniżej kilka mniej oczywistych ciekawostek o Francji, dzięki którym łatwiej zrozumieć, co stoi za jej legendą, a co jest po prostu dobrze sprzedaną pocztówką.
Niewidoczna Francja poza Paryżem
Paryż to tylko wierzchołek góry lodowej. Mniej znane regiony potrafią zaskoczyć bardziej niż stolica, i to bez kolejki do atrakcji.
Dla przykładu, region Lot w południowo-zachodniej Francji ma średniowieczne miasteczka wykute w skałach (Rocamadour), winnice na stromych zboczach i jaskinie z prehistorycznymi malowidłami – a przy tym potrafi być niemal pusty w środku tygodnia, nawet w sezonie. Z kolei Alzacja wygląda momentami bardziej jak Niemcy niż Francja: dwujęzyczne nazwy, szachulcowe domy, kapusta kiszona jako lokalny klasyk i wina, które smakowo mocno zbliżają się do reńskich.
Jeszcze dalej od sztampy jest na francuskiej prowincji przemysłowej. Miasta takie jak Saint-Étienne czy Lens to dawne ośrodki górnicze i hutnicze, gdzie turystów prawie nie ma. Zamiast blichtru – blokowiska, murale, lokalne bary z menu dnia za śmieszne jak na Francję pieniądze i poczucie, że to jest ta „normalna” Francja, o której rzadko opowiadają magazyny podróżnicze.
Około 80% Francuzów mieszka poza regionem paryskim, a wiele z najciekawszych tradycji i potraw powstało na prowincji, nie w stolicy.
Francuskie rekordy i liczby, które zaskakują
Francja kojarzy się z zabytkami, ale statystyki pokazują, że to także kraj rekordów w zupełnie innych kategoriach.
- Więcej zamków niż dni w roku – szacuje się, że we Francji jest ponad 45 000 zamków i pałaców. Turystycznie „sprzedaje się” głównie Loara, ale w samej tylko Bretanii naliczyć można kilka tysięcy mniejszych twierdz, dworów i rezydencji.
- Najgęstsza sieć linii kolejowych w Europie Zachodniej – oprócz znanych TGV jest gęsta sieć pociągów regionalnych TER, którymi da się dojechać do zadziwiająco małych miasteczek. W praktyce oznacza to, że w wielu miejscach samochód nie jest konieczny, choć Francuzi i tak intensywnie go używają.
- Jedno z najdłuższych wybrzeży w Europie – ponad 5800 km linii brzegowej, jeśli policzyć wszystkie zatoki i wyspy. Dzięki temu klimat nad Atlantykiem jest zupełnie inny niż na Lazurowym Wybrzeżu – bardziej surowy, z zimniejszą wodą, ale też znacznie spokojniejszy turystycznie.
- Państwo z największą liczbą stref czasowych – przez swoje terytoria zamorskie Francja „rozciąga się” aż na 12 stref czasowych, od Pacyfiku po Karaiby.
Pod względem powierzchni Francja jest większa niż Niemcy, Włochy i Wielka Brytania razem wzięte, jeśli doliczyć terytoria zamorskie.
Kultura codzienności: to, czego nie widać w przewodnikach
Na pocztówkach – kafejki i wino. W codzienności – rytuały, które potrafią zaskoczyć nawet osoby obeznane z Europą.
Jedzenie i zwyczaje przy stole
Francuzi jedzą stosunkowo późno. Kolacja zaczynająca się przed 19:30 uchodzi często za „dla dzieci” lub turystów. W wielu restauracjach kuchnia jest po prostu zamknięta między 14:00 a 19:00 – zostaje bar, ale jedzenie „na ciepło” wraca dopiero wieczorem. Nie jest to złośliwość wobec przyjezdnych, tylko utrwalony rytm dnia.
Chleb traktuje się poważnie. Dobry bagietka tradition to produkt niemal chroniony społecznie – piekarnie rywalizują w konkursach, a w Paryżu istnieje oficjalny tytuł „najlepszej bagietki roku”. Co ciekawe, chleb często ląduje bezpośrednio na stole, bez talerzyka. Nikt nie robi z tego problemu – ważniejszy jest smak niż forma.
Zaskakuje też stosunek do kawy. Rano – duża miseczka kawy z mlekiem (café au lait) i proste śniadanie. Po obiedzie – zwykle małe espresso, często bez cukru, wypijane w kilka łyków, bardziej jako rytuał niż deser. Kawa „na wynos” w kubku to wciąż rzadziej spotykany widok niż w krajach anglosaskich.
Wbrew stereotypom nie ma też codziennego jedzenia żabich udek i ślimaków. To raczej dania na specjalne okazje albo atrakcja dla turystów. O wiele częściej na stole ląduje proste danie dnia w bistro: kawałek mięsa, sos, ziemniaki i sałata, do tego kieliszek wina z karafki.
Czas wolny i rytm dnia
Francja słynie z przywiązania do wolnego czasu i to nie jest mit. Oficjalnie tygodniowy czas pracy to 35 godzin, a popularne są dodatki w postaci dni RTT (réduction du temps de travail), które można odbierać jako dodatkowe wolne dni, jeśli rzeczywiście pracuje się więcej.
W lipcu i sierpniu duże miasta potrafią się wyludniać. Mieszkańcy wyjeżdżają masowo nad morze lub w góry, a część małych sklepów i restauracji po prostu się zamyka na kilka tygodni, wywieszając kartkę „fermé pour congés”. Dla przyjezdnych bywa to irytujące, ale lokalnie jest to zupełnie normalne – biznes nie rządzi całym kalendarzem.
W mniejszych miejscowościach wciąż funkcjonuje życie „wokół rynku”. W soboty odbywają się targi, na których kupuje się warzywa, sery, wędliny bez pośrednictwa supermarketów. Nawet osoby pracujące w biurach chętnie zaczynają dzień od wizyty na rynku, a potem wracają do domu z koszykiem jedzenia na kilka dni.
Dla wielu Francuzów posiłek to wydarzenie społeczne, nie tylko sposób na zaspokojenie głodu – dlatego lunch trwający godzinę lub dłużej nikogo nie dziwi.
Francja, która pachnie historią
Historia Francji to nie tylko rewolucja, Napoléon i wieża Eiffla. Na drugim planie istnieją miejsca, które lepiej niż podręczniki pokazują, jak skomplikowany jest to kraj.
Miejsca, o których rzadko mówi się na lekcjach historii
Jednym z takich miejsc jest Oradour-sur-Glane w regionie Limousin. To wieś pozostawiona dokładnie w takim stanie, w jakim zniszczyły ją oddziały SS w 1944 roku. Spalone samochody, sklepowe szyldy, fragmenty rowerów dziecięcych – cała miejscowość jest „zamrożoną” pamiątką po masakrze jej mieszkańców. Nowa wieś została odbudowana obok, ale stare Oradour pozostawiono jako świadectwo.
Inny wymowny przykład to Verdun, symbol I wojny światowej. Oprócz znanego ossuarium i fortów jest tam cały obszar „czerwonej strefy”, gdzie ziemia do dziś jest tak naszpikowana metalem, że nie opłaca się jej uprawiać. Lasy kryją kratery po pociskach, a na specjalnych tablicach ostrzega się przed niewybuchami.
Mniej spektakularne, ale równie ciekawe są dawne linie fortyfikacji – nie tylko słynna linia Maginota. W Alpach, Pirenejach i Wogezach wciąż stoją betonowe bunkry i schrony z różnych epok, czasem przerobione na muzea, czasem zarastające lasem tuż obok szlaków turystycznych.
Historia kolonialna Francji także jest obecna w przestrzeni publicznej, choć często w sposób niejednoznaczny. W wielu miastach są ulice nazwane od generałów i gubernatorów kolonialnych, ale równolegle rośnie liczba muzeów i wystaw pokazujących ciemniejszą stronę tamtego okresu. We francuskich programach szkolnych temu tematowi poświęca się coraz więcej uwagi.
Zaskakujące prawa i absurdy administracyjne
Francuska biurokracja ma prawie taki sam status symbolu jak wino. Czasem na własne życzenie – przepisy potrafią brzmieć jak żart, choć obowiązują całkiem serio.
- Przez lata istniało prawo zakazujące nadawania świni imienia Napoléon, jako brak szacunku dla symbolu narodowego. Dziś to martwy przepis, ale dobrze oddaje klimat dawnych regulacji.
- W niektórych gminach wprowadzano lokalne zakazy… umierania. Brzmi absurdalnie, ale chodziło o sytuacje, gdy nie udawało się administracyjnie zatwierdzić nowego cmentarza – mer symbolicznie „zabraniał” mieszkańcom umierać, dopóki spór nie zostanie rozwiązany.
- Jeszcze niedawno lista akceptowanych imion dla dzieci była faktycznie kontrolowana. Urzędnik stanu cywilnego mógł odmówić wpisania imienia, które uznał za szkodliwe dla dziecka. System złagodzono, ale wciąż zdarzają się procesy o „zbyt kreatywne” imiona.
Po drugiej stronie skali są przepisy bardzo nowoczesne. W wielu większych miastach obowiązują ograniczenia prędkości do 30 km/h na większości ulic, a system rowerów miejskich (Velib’ w Paryżu, Vélov’ w Lyonie itd.) działa od lat znacznie sprawniej niż w niejednym mieście wschodniej czy środkowej Europy. Widać tu ciekawy kontrast: z jednej strony papierologia rodem z XIX wieku, z drugiej – dość odważne eksperymenty miejskie.
Francja potrafi łączyć bardzo konserwatywne przywiązanie do procedur z jednym z najbardziej rozbudowanych systemów państwa opiekuńczego na świecie.
Podsumowując, Francja poza pocztówką to mieszanka bardzo różnych światów: prowincji, która żyje własnym rytmem, gęstej historii obecnej w zwykłych miasteczkach, nieoczywistych liczb i lekko szalonej biurokracji. Im mniej oczywiste miejsca i tematy, tym ciekawszy obraz kraju – często znacznie bardziej ludzki niż ten z folderów turystycznych.
