Największe atrakcje Singapuru – co warto zobaczyć podczas zwiedzania

Większość osób kojarzy Singapur z futurystyczną panoramą i lotniskowym „przesiadkowem”, gdzie spędza się kilka godzin między lotami. Tymczasem ci, którzy zostają choć na 2–3 dni, odkrywają miasto-państwo, w którym w promieniu kilku kilometrów łączą się świątynie z XIX wieku, kosmiczne ogrody i plaże jak z folderów biur podróży. Warto spojrzeć na Singapur nie jak na „przystanek”, ale osobny cel podróży – z własnym charakterem, smakami i tempem. Poniżej zestawienie miejsc, które pozwalają zobaczyć to miasto w przekroju, bez gonienia za każdą atrakcją z folderu. Z naciskiem na konkretne punkty i trasy, które faktycznie robią wrażenie przy pierwszej wizycie.

Marina Bay – symbol nowoczesnego Singapuru

Jeśli jest w Singapurze jedno miejsce, które pokazuje skalę ambicji tego miasta, to właśnie Marina Bay. W ciągu jednego wieczoru da się tu zobaczyć większość „pocztówkowych” ujęć, więc warto zaplanować na tę okolicę co najmniej pół dnia – od późnego popołudnia do nocy.

Najbardziej charakterystyczny punkt to oczywiście Marina Bay Sands – hotel w kształcie statku. Nawet jeśli nie ma się ochoty na nocleg w tym budżecie, można wjechać na taras SkyPark Observation Deck, żeby zobaczyć panoramę miasta: wieżowce dzielnicy finansowej, zielone kopuły Gardens by the Bay i port w oddali. O zachodzie słońca widok robi największe wrażenie.

Drugim obowiązkowym punktem jest bulwar wokół zatoki. Spacer od Marina Bay Sands w stronę Merliona (słynna pół-ryba, pół-lew) pozwala zobaczyć Singapur od strony wody: surowe biurowce po jednej stronie, po drugiej elegancko oświetlone muzeum ArtScience Museum i promenady. Wieczorem, zazwyczaj dwa razy dziennie, odbywa się darmowy pokaz światła i muzyki przy Marina Bay Sands – wiele osób ogląda go z przeciwległego brzegu, właśnie spod Merliona.

Gardens by the Bay – kosmiczne ogrody i Supertrees

Z Marina Bay w kilka minut pieszo można przejść do Gardens by the Bay, jednego z najbardziej charakterystycznych miejsc w Singapurze. To nie „zwykły park”, ale ogromny teren zielony z futurystycznymi konstrukcjami i szklarniami, który po zmroku zmienia się w niemal filmową scenerię. Najwięcej zdjęć trafia do sieci z fragmentu zwanego Supertree Grove – to te metalowe „drzewa” pokryte roślinnością.

Warto rozdzielić dwie rzeczy: płatne szklarnie (Flower Dome i Cloud Forest) oraz ogólnodostępny teren ogrodów. Na pierwszą wizytę często wystarcza samo przejście między Supertrees, wejście na kładkę OCBC Skyway i spacer nad wodą, bez konieczności kupowania biletów do wszystkich pawilonów. Sama kładka daje inne spojrzenie na zatokę i pobliskie wieżowce.

Po zmroku, o konkretnych godzinach, odbywa się pokaz Garden Rhapsody – synchronizacja światła i muzyki wśród Supertrees. Teren jest otwarty, więc można po prostu położyć się na trawie i patrzeć w górę, co wiele osób uznaje za jedno z najprzyjemniejszych, a przy tym darmowych, przeżyć w Singapurze.

Warto mieć świadomość, że okolica bywa bardzo oblegana, zwłaszcza w weekendy i święta. Dla spokojniejszego wrażenia dobrze przyjść trochę wcześniej, przejść mniej zatłoczonymi alejkami w stronę zatoki i dopiero później dołączyć do głównej części przy Supertrees. Dla wielu osób to właśnie tu pojawia się efekt „to wygląda jak w filmie, a nie w prawdziwym mieście”.

Historyczne dzielnice: Chinatown, Little India, Kampong Glam

Nowoczesna panorama to tylko połowa obrazu. Druga połowa to dawne dzielnice etniczne – stosunkowo niskie zabudowania, świątynie, targowiska i ulice pełne jedzenia. Najwygodniej potraktować je jako osobne bloki: po kilka godzin na każdą z nich, zamiast zaliczać je „przelotem”.

Chinatown – świątynie, jedzenie, nocne życie ulic

Chinatown to jedno z najlepszych miejsc, by zobaczyć kontrast między starym a nowym Singapurem. Z jednej strony kolorowe, niskie shophouses i świątynie, z drugiej – w tle wyrastają szklane biurowce dzielnicy finansowej. Dzielnica jest stosunkowo kompaktowa, więc da się ją przejść pieszo bez większego wysiłku.

Najbardziej charakterystycznym budynkiem jest Buddha Tooth Relic Temple – rozbudowana świątynia buddyjska z bogato zdobionym wnętrzem i muzeum. Nawet osoby niezainteresowane religią często doceniają samą architekturę i spokój w środku, szczególnie w kontrze do gwaru na zewnątrz. Kilka minut pieszo dzieli świątynię od świątyni hinduskiej Sri Mariamman, co dobrze pokazuje wielokulturowy charakter miasta.

Wieczorem życie przenosi się na uliczki wokół Smith Street i Pagoda Street. To tutaj pojawiają się stragany z jedzeniem, pamiątkami, a w bocznych zaułkach – małe bary. Warto zboczyć z głównych ulic w stronę klubów i knajpek przy Ann Siang Hill i Club Street; to zupełnie inny klimat niż turystyczny deptak.

Chinatown jest też dobrą bazą wypadową – w pobliżu znajduje się kilka stacji metra, a dojście pieszo do Marina Bay zajmuje kilkanaście–kilkadziesiąt minut, w zależności od tempa. Dzięki temu sporo osób wybiera tę dzielnicę na nocleg, łącząc „stary Singapur” z łatwym dostępem do głównych atrakcji.

Little India i Kampong Glam – kolory, zapachy, murale

Little India to miejsce, gdzie Singapur przestaje być sterylnie uporządkowany. Ulice są głośniejsze, bardziej kolorowe, intensywne zapachy przypraw i kadzideł czuć już przy wyjściu z metra. Warto zajrzeć do świątyni Sri Veeramakaliamman i pospacerować po okolicznych uliczkach – zwłaszcza jeśli wizyta przypada na czas około Deepavali (Diwali), kiedy całe okolice są ozdobione iluminacjami.

Nieco dalej znajduje się Kampong Glam, historyczna malajsko-muzułmańska dzielnica. Jej sercem jest Arab Street i meczet Sultan Mosque z charakterystyczną złotą kopułą. W bocznych uliczkach, takich jak Haji Lane, królują murale, małe butiki, kawiarnie i bary. To miejsce, gdzie tradycja miesza się z bardzo współczesną, hipsterską estetyką.

Obie dzielnice dobrze odwiedzić po południu i zostać do wieczora. Wtedy otwiera się większość restauracji i barów, a klimat ulic jest najciekawszy. W porównaniu z Marina Bay wszystko jest tu bardziej „ziemskie” – bliżej codziennego życia mieszkańców i pracowników napływowych z różnych krajów Azji.

Singapur to jedno z niewielu miejsc, gdzie w promieniu kilku przystanków metra można przejść przez chińskie świątynie, hinduskie mandiry, meczety i współczesne świątynie zakupów – centra handlowe.

Ogrody, zoo i zielone oblicze miasta

Hasło „miasto w ogrodzie” nie jest tu tylko marketingiem. W Singapurze zieleni szuka się nie na obrzeżach, ale często w samym centrum.

Najstarszym parkiem są Singapore Botanic Gardens, wpisane na listę UNESCO. Wejście jest bezpłatne (oprócz ogrodu orchidei), a sam teren idealnie nadaje się na spokojny poranny spacer lub piknik. Warto zwrócić uwagę na jeziora, stare drzewa i przestrzenie wykorzystywane przez mieszkańców do biegania, ćwiczeń i spotkań.

Osobną atrakcją jest Singapore Zoo oraz powiązane z nim River Wonders i Night Safari. Położone bardziej na północy miasta, wymagają dojazdu, ale wiele osób uważa to zoo za jedno z lepszych na świecie ze względu na sposób organizacji wybiegów i kontakt z naturą. Night Safari bywa szczególnie ciekawe dla osób, które chcą zobaczyć zwierzęta w bardziej naturalnej, nocnej aktywności.

Sentosa – plaże i rozrywka

Sentosa to wyspa-park rozrywki połączona z lądem mostem i kolejką linową. Dla jednych to „plastikowa” atrakcja, dla innych – przyjemna odskocznia od miejskiego zgiełku. W praktyce to dobre miejsce, jeśli chce się połączyć zwiedzanie Singapuru z odrobiną plażowania bez wylotu na inne wyspy.

Na Sentosie znajdują się m.in. Universal Studios Singapore, akwarium S.E.A. Aquarium, liczne atrakcje linowe oraz trzy główne plaże: Siloso, Palawan i Tanjong. Każda ma trochę inny charakter – od głośniejszych, barowych klimatów po spokojniejsze fragmenty na spacer. W tle widać co prawda statki na redzie, ale piasek i infrastruktura stoją na wysokim poziomie.

Do Sentosy można dojechać kolejką linową, co samo w sobie jest atrakcją: widok na port, panoramę miasta i nadmorską zabudowę jest wart czasu spędzonego w wagoniku. Alternatywnie dostępny jest monorail lub nawet dojście pieszo z VivoCity.

Singapurskie jedzenie jako atrakcja turystyczna

W Singapurze nie trzeba szukać restauracji z gwiazdkami, żeby dobrze zjeść. Często najciekawsze smaki kryją się w hawker centres – dużych zbiorczych stołówkach z dziesiątkami stoisk. To właśnie tam najlepiej poznać lokalną kuchnię bez nadwyrężania budżetu.

  • Lau Pa Sat – historyczna hala blisko dzielnicy finansowej, świetna na wieczorne szaszłyki satay.
  • Maxwell Food Centre – popularny wśród turystów i mieszkańców, dobry na klasyki typu chicken rice.
  • Chinatown Complex Food Centre – ogromny wybór stoisk, często z krótszymi kolejkami niż w najbardziej „instagramowych” miejscach.
  • Tekka Centre – w Little India, dobra baza do spróbowania indyjskich dań i biryani.

Warto nie bać się kolejek – w Singapurze to zwykle dobry znak. Jeśli przy konkretnym stoisku stoi kilkanaście osób, jest spora szansa, że podają tam coś, co mieszkańcy naprawdę lubią. Wiele klasyków kuchni singapurskiej, jak Hainanese chicken rice, laksa czy chili crab, smakuje najlepiej właśnie w takich prostych miejscach, a niekoniecznie w eleganckich restauracjach.

Praktyczne podejście do zwiedzania Singapuru

Atrakcje Singapuru są stosunkowo blisko siebie, ale klimat potrafi dać się we znaki. Przy wysokiej temperaturze i wilgotności lepiej planować dzień w blokach czasowych: rano spokojniejsze miejsca, w ciągu dnia klimatyzowane wnętrza, a wieczorem nadrabianie spacerów po Marina Bay czy dzielnicach etnicznych.

  1. Na pierwszy dzień dobrze sprawdza się kombinacja: Marina Bay + Gardens by the Bay + wieczorny pokaz światła.
  2. Drugi dzień można poświęcić na Chinatown i jedną z innych dzielnic: Little India lub Kampong Glam, z naciskiem na jedzenie i spokojniejsze tempo.
  3. Trzeci dzień to dobry moment na Sentosę lub zoo, ewentualnie spokojny spacer po Botanic Gardens.

Dzięki sprawnemu transportowi publicznemu nie ma potrzeby upychania wszystkiego w jednym dniu. Lepiej zostawić sobie przestrzeń na zwykłe błądzenie po bocznych uliczkach, zaglądanie na lokalne targowiska czy obserwowanie miasta z kawiarnianego stolika. W Singapurze to właśnie te „miękkie” doświadczenia często zostają w pamięci równie mocno, jak zdjęcia pod Supertrees.