Najpierw jest zdziwienie: skały nie wyglądają jak góry, tylko jak ktoś poukładał gigantyczne klocki w fantazyczne korytarze, labirynty i baszty. Dzieci szukają „małpich głów”, „wielbłądów” i „kurzych nóg”, dorośli co chwilę wyciągają telefon, bo światło między kamiennymi ścianami zmienia się co kilka kroków. W Górach Stołowych nie chodzi o wysokość, tylko o zabawę z wyobraźnią i o to, że praktycznie każdy – od przedszkolaka po dziadków – jest w stanie tu pochodzić bez „zakwasów na tydzień”. To region, gdzie w promieniu 20–30 km da się połączyć skalne labirynty, uzdrowisko z pijalnią wód, czeskie miasteczka, a na koniec zjeść porządne pierogi i domowe ciasto w schronisku. Dla rodzin to jeden z tych kierunków, gdzie naprawdę łatwo ułożyć sensowny, różnorodny plan na 3–5 dni – bez gonitwy i bez nudy.
Legenda (kliknij aby pokazać/ukryć):
Główne miejscowości: gdzie się zatrzymać z rodziną
Cały region jest dość zwarty – od jednej głównej bazy do większości atrakcji dojeżdża się zwykle w 20–40 minut. Najwygodniej rozważyć trzy bazy po polskiej stronie i jedną po czeskiej.
Kudowa‑Zdrój – najbardziej „rodzinne” miejsce na nocleg. Park zdrojowy z alejkami, placami zabaw, pijalnią wód, dorożkami, stylowe wille. Do tego bliskość Błędnych Skał (ok. 10 km), Szczelińca Wielkiego (ok. 15 km) i przejścia granicznego, przez które w chwilę dociera się do czeskiego Náchodu czy Adršpach. Wieczorem można spokojnie pochodzić z wózkiem po parku, zjeść lody, a rano ruszyć w skały.
Duszniki‑Zdrój – mniejsze, spokojniejsze, z ładnym, trochę niedocenianym rynkiem i muzeum papieru (dzieci uwielbiają robienie własnych kartek). Do Zieleniec Ski Arena (latem świetna baza wypadowa w góry) jest ok. 10 km. Dobra opcja dla tych, którzy chcą połączyć góry z krótkimi spacerami po mieście, ale bez typowo uzdrowiskowego zgiełku.
Karłów – maleńka miejscowość u podnóża Szczelińca Wielkiego. Idealna, jeśli plan zakłada „maksimum natury, minimum miasta”. Rano można być na szlaku zanim przyjadą autokary, a po południu od razu wrócić do pensjonatu, bez stania w korku. Minus: mniej „cywilizacji” – mniejszy wybór restauracji i atrakcji wieczornych, ale za to cisza i gwiazdy nad głową.
Po czeskiej stronie najmocniej kusi Teplice nad Metují i Adršpach. To świetna baza, jeśli plan zakłada solidne eksplorowanie skalnych miast po obu stronach granicy. Z polskiej Kudowy czy Dusznik w okolice Adršpachu jedzie się ok. 1–1,5 godziny w jedną stronę, więc z dziećmi lepiej zrobić to jako osobny, bardziej „czeski” wypad.
Natura i szlaki: co jest naprawdę warte czasu
W Górach Stołowych dystanse i przewyższenia są rodzinne, ale nie warto się łudzić – są tu też schody, wąskie przejścia i miejsca, gdzie nosidło jest lepsze niż wózek.
Szczeliniec Wielki – klasyk, który się nie nudzi
Szczeliniec Wielki to najwyższy szczyt pasma (919 m n.p.m.), ale ważniejsze, że to jedna wielka skalna galeria. Wejście z Karłowa to ponad 600 schodów – dla 4–5‑latka do przejścia, ale warto nastawić się na przystanki i nagrody „po drodze”. Na górze czeka płatna trasa po labiryncie między skałami, z punktami widokowymi na wszystkie strony. Widok na czeską stronę, szczególnie przy lekko mlecznym porannym świetle, jest zdecydowanie wart wczesnego wyjścia.
Na Szczeliniec latem łatwo wpakować się w kolejkę do wejścia w skalny labirynt. Najlepiej zaplanować przyjazd do 9:00 rano albo dopiero na późne popołudnie – około 16:00–17:00 ruch wyraźnie spada, a światło bywa dużo ciekawsze niż w południe.
Błędne Skały – labirynt jak z gry terenowej
W Błędnych Skałach dzieci mają wrażenie, że chodzą po ogromnym naturalnym placu zabaw. To skalny labirynt z wąskimi przejściami, „komnatami” i prześwitami. Pętla turystyczna ma ok. 1 km, ale przejście zajmuje często 1–1,5 godziny – tyle jest tu kombinowania, przeciskania i robienia zdjęć. Z wózkiem nie da się wejść, ale kilkulatki radzą sobie świetnie, trzeba tylko uważać na śliskie kamienie po deszczu.
Do górnego parkingu obowiązuje ruch wahadłowy, płatny wjazd w konkretnych godzinach. Kto nie lubi takiej logistyki, może zostawić auto niżej i podejść pieszo – wtedy trasa zamienia się w pełnoprawną górską wycieczkę, a nie tylko „spacer po atrakcji”.
Mniej znane szlaki, które dają oddech od tłumów
Warto dorzucić jeden dzień na mniej oczywiste trasy:
- Narożnik – Fort Karola: szlak z okolic Karłowa lub Duszniki‑Zdrój, widokowe urwiska, ciekawe historie (tu w 1997 roku wydarzył się głośny, niewyjaśniony do dziś napad na turystów), mniej ludzi niż na Szczelińcu.
- Skalne Grzyby: pętla z Batorowa lub Karolina. Formacje skalne naprawdę wyglądają jak grzyby, dzieci chętnie wymyślają im własne nazwy. Trasa łagodna, idealna na spokojniejszy dzień.
- Okolice Zieleńca: rozległe polany, ścieżki bez ekstremalnych przewyższeń, latem mnóstwo borówek i grzybów – fajna alternatywa, gdy ktoś ma dosyć tłumu w labiryntach skalnych.
Skalne miasta po czeskiej stronie: Adršpach i Teplice nad Metují
Po czeskiej stronie granicy skały są wyższe, bardziej pionowe, „teatralne”. Najsłynniejsze są Adršpašsko‑teplické skály – tak naprawdę dwa sąsiadujące skalne miasta.
Adršpach to bardziej „pocztówkowa” część – jezioro o niemal turkusowej wodzie, strome ściany, wąskie przesmyki, nazwane skały (m.in. „Kochankowie”, „Głowa Cukru”). Trasa ma kilka wariantów; z dziećmi najlepiej wybrać podstawową pętlę, a jeśli będzie siła, dorzucić fragment nad jeziorem. W sezonie warto kupić bilety online z konkretną godziną wejścia – w weekendy zdarza się limitowanie liczby osób.
Teplické skály są spokojniejsze, z dłuższymi, cienistymi wąwozami – idealne, gdy jest upał. Skały rosną tu nad głową jak katedry, echo jest mocne, dzieciom frajdę sprawia sprawdzanie, jak zmienia się dźwięk kroków i głosu. Na całą pętlę warto liczyć 3–4 godziny z przerwami.
Do Adršpachu najlepiej podjechać pociągiem – linia biegnie malowniczo doliną, a stacja Adršpach leży dosłownie przy wejściu do skalnego miasta. Z Kudowy lub Dusznik to trochę kombinowania z przesiadkami i dojazdem autem do czeskich stacji, ale dla dzieci sam przejazd wąskotorową linią między skałami to osobna atrakcja.
Miasta, miasteczka i „cywilizacja” między skałami
Po intensywnym dniu w skałach dobrze jest mieć bazę, gdzie można spokojnie pójść na lody, usiąść w parku albo po prostu pokręcić się po uliczkach.
W Kudowie‑Zdroju największe wrażenie robi park zdrojowy – szerokie aleje, fontanny, zadbana zieleń, kojarzy się trochę z małymi kurortami alpejskimi sprzed lat. Dzieci zwykle szybko odkrywają tutejsze place zabaw i ruchome figurki w różnych zakamarkach miasta. Część uzdrowiskowa przechodzi płynnie w bardziej „zwykłą” zabudowę, więc łatwo znaleźć zarówno stylowe kawiarnie, jak i zwykłe piekarnie na szybkie śniadanie przed wyjazdem w góry.
Duszniki‑Zdrój to dobre miejsce na wolniejsze popołudnie. Rynek z kolorowymi kamieniczkami jest stosunkowo niewielki, ale przyjemny, a spacer do Muzeum Papiernictwa zamienia się w małą podróż w czasie. Samo muzeum, urządzone w starym młynie papierniczym, robi wrażenie zapachem wilgotnego drewna i farb, a warsztaty czerpania papieru pozwalają dzieciom naprawdę „upylić się” atramentem.
Po czeskiej stronie warto na chwilę zajrzeć do Náchodu – z Kudowy to ledwie 6–7 km. Rynek, zamek na wzgórzu, parki, do tego inne podejście do gastronomii: kawiarnie z domowymi ciastami, knajpki z klasyczną kuchnią czeską, w tym menu dziecięce z mniejszymi porcjami.
Gastronomia i lokalne smaki: co naprawdę warto zjeść
Region nie ma jednego „flagowego” dania, ale jest kilka rzeczy, które szczególnie przyjemnie smakują po całym dniu na szlaku.
Po polskiej stronie króluje solidna, domowa kuchnia. W schroniskach i gospodach najczęściej pojawiają się:
- pierogi ruskie i z mięsem – często ręcznie lepione, porcje sycące;
- żurek w chlebie – gęsty, lekko kwaskowaty, świetny w chłodniejsze dni lub przy deszczu;
- placki ziemniaczane – podawane z sosem grzybowym lub gulaszem; dzieci zwykle wybierają wersję z cukrem lub śmietaną;
- domowe ciasta (szarlotka, sernik) – często wystawione na ladzie przy wejściu do schroniska.
Typowy obiad w schronisku lub prostej restauracji to koszt około 25–40 zł za danie główne. W bardziej „uzdrowiskowych” miejscach ceny bywają wyższe, ale dalej sensowne, szczególnie poza szczytem wakacyjnym.
Po czeskiej stronie w menu królują:
svíčková na smetaně (polędwica wołowa w gęstym sosie śmietanowym, z knedlikami), řízek (kotlet schabowy lub drobiowy w panierce) i knedlíky w różnych konfiguracjach. Do tego słodkie ovocné knedlíky – knedle z owocami, polane masłem i twarogiem lub cukrem. Dla dzieci to często hit wyjazdu. W typowej czeskiej restauracji danie główne kosztuje około 150–220 CZK, czyli zbliżoną kwotę jak w Polsce po przeliczeniu.
Przy wyborze restauracji w mniejszych miejscowościach warto patrzeć na „ruch lokalny”. Tam, gdzie przy stolikach siedzą głównie pracownicy okolicznych firm albo starsi kuracjusze, zwykle porcja i jakość są lepsze niż w najbardziej „pocztówkowych” lokalach przy głównym deptaku.
Praktyczne informacje: dojazd, poruszanie się, ile dni zaplanować
Do Gór Stołowych najłatwiej dotrzeć samochodem. Z Wrocławia do Kudowy jest ok. 120 km (zwykle 1,5–2 godziny jazdy), z Warszawy ok. 480 km (5–6 godzin w zależności od trasy), z Katowic ok. 230 km. Drogi w regionie są kręte, ale w dobrym stanie, zimą bywa ślisko, szczególnie w okolicach Zieleńca.
Pociągiem można dojechać do Kudowy‑Zdroju z przesiadką, zwykle przez Kłodzko. To opcja spokojniejsza, ale bardziej czasochłonna. Na miejscu bez auta da się funkcjonować, korzystając z autobusów i busów, ale z dziećmi oznacza to sporo planowania – rozkłady nie są gęste, a w weekendy potrafią się przerzedzić.
Po regionie najwygodniej poruszać się autem – przejazdy między kluczowymi punktami to zazwyczaj:
- Kudowa – Karłów: ok. 20–25 minut,
- Kudowa – Błędne Skały (dolny parking): ok. 15–20 minut,
- Kudowa – Duszniki‑Zdrój: ok. 15 minut,
- Kudowa – Zieleniec: ok. 30–35 minut,
- Kudowa – Adršpach (przez przejście graniczne i Náchod): ok. 1,5 godziny.
Na same szlaki warto zabierać gotówkę – choć większość miejsc przyjmuje karty, zdarzają się parkingi i małe knajpki, gdzie terminala po prostu nie ma albo „akurat nie działa”.
Ile dni? Sensowne minimum to 3 pełne dni – wtedy da się zobaczyć Szczeliniec, Błędne Skały i jedno z czeskich skalnych miast. Optymalne rodzinne tempo to 4–5 dni: dwa dni polskich skał, jeden dzień czeskich, jeden dzień „lżejszy” (skalne grzyby, muzeum papieru, park zdrojowy) i ewentualnie dzień zapasowy na basen lub atrakcję pod dachem, gdy pogoda się załamie.
Najlepszy czas na wyjazd i czego się spodziewać po pogodzie
Góry Stołowe są czynne cały rok, ale każdy sezon ma swoje „ale”.
Maj–czerwiec to bardzo dobry moment – zielono, dni długie, ale jeszcze bez pełnego wakacyjnego tłumu. Trzeba liczyć się z kapryśną pogodą – poranki bywają chłodne, więc warstwowe ubranie to standard.
Lipiec–sierpień to szczyt sezonu, szczególnie w weekendy. Jest najcieplej, dłuższy dzień, ale też najwięcej ludzi, głównie w Błędnych Skałach, na Szczelińcu i w Adršpachu. Warto wtedy mocno przesunąć rytm dnia: w skały wychodzić wcześnie, a w południe chować się na mniej popularnych trasach lub w miasteczkach.
Wrzesień często bywa idealny – pogoda stabilniejsza niż w maju, mniej rodzin z małymi dziećmi, które wróciły już do szkół i przedszkoli. Popołudniowe światło na skałach bywa wtedy najbardziej „filmowe”.
Zima to osobna bajka – ośnieżone skały wyglądają fantastycznie, ale część szlaków bywa zamknięta lub utrudniona, a w Błędnych Skałach ruch bywa ograniczany. Z dziećmi wymaga to więcej przygotowania (raczkI, kijki, ciepłe buty i ubrania) i elastyczności w planach.
W skałach temperatura potrafi być o kilka stopni niższa niż na otwartej przestrzeni, a wilgoć robi swoje. Nawet w czerwcu i lipcu dobrze mieć w plecaku cienką kurtkę i coś na głowę dla dzieci – zwłaszcza w cienistych wąwozach i przy dłuższych postojach.
Orientacyjne koszty: ile to wszystko mniej więcej pochłonie
Ceny oczywiście zależą od standardu, ale da się oszacować widełki dla rodzinnego wyjazdu.
Noclegi: za pokój rodzinny w pensjonacie lub małym hotelu w sezonie letnim trzeba liczyć około 250–450 zł za dobę (2 dorosłych + 1–2 dzieci). W prywatnych kwaterach bywa taniej, szczególnie poza głównymi kurortami. W Karłowie ceny są często nieco wyższe ze względu na bliskość Szczelińca.
Wyżywienie: jeśli śniadanie jest w cenie noclegu, na resztę dnia trzeba przewidzieć mniej więcej:
- 25–40 zł za danie obiadowe w prostszej restauracji lub schronisku,
- 7–15 zł za zupę,
- 10–20 zł za deser (ciasto, lody, gofry).
Da się też nieco obniżyć koszty, robiąc część zakupów w lokalnych sklepach i zabierając na szlak własne kanapki, owoce i przekąski – szczególnie, gdy dzieci mają zwyczaj „głodnieć” co godzinę.
Wejścia i parkingi: bilety do skalnych miast, Błędnych Skał czy na Szczeliniec to wydatek rzędu 10–30 zł za osobę (dzieci zwykle taniej). Po czeskiej stronie odpowiednik ok. 150–300 CZK za rodzinę. Parkingi przy głównych atrakcjach kosztują zazwyczaj 10–30 zł za dzień. Razem w budżecie na 4–5 dni warto założyć na „wejścia i parkingi” około 250–400 zł dla czteroosobowej rodziny.
Małe rzeczy, które robią różnicę przy wyjeździe z dziećmi
Przy planowaniu rodzinnego wyjazdu w Góry Stołowe dobrze sprawdzają się proste patenty:
– Zamiast jednego „długiego” dnia, lepiej ułożyć plan z dwoma średnimi spacerami dziennie – rano skały, po południu park zdrojowy lub krótsza, łatwiejsza trasa. Dzieci mniej marudzą, a dorośli nie wracają „zajechani”.
– Na szlakach typu Szczeliniec czy Błędne Skały przydaje się mały plecak dla dziecka z jego własnymi skarbami: bidon, przekąska, może mały notes do rysowania „widzianych skał”. Dzieci czują się bardziej zaangażowane i rzadziej pytają co 10 minut, kiedy koniec.
– Warto wcześniej pokazać dzieciom zdjęcia (albo krótkie filmiki) z nazwanymi skałami – „Wielbłąd”, „Małpolud”. Później na miejscu szukanie ich w terenie działa lepiej niż niejedna gra.
Góry Stołowe przy odpowiednim planie nie są „górską wyprawą na przetrwanie”, tylko zgrabnym połączeniem ruchu, natury i małych przyjemności – takich jak ciepła szarlotka po zejściu ze szlaku czy wieczorny spacer po parku zdrojowym, kiedy miasteczko lekko cichnie, a skały powoli giną w półmroku za linią drzew.
