Ani przypadkowe błądzenie po kurortach, ani odhaczanie plaż z folderów nie pokaże Lanzarote takiej, jaka jest naprawdę. Ta wyspa wymaga zaplanowania pod kątem konkretnych miejsc, bo dopiero wtedy odsłania swój wulkaniczny charakter, architekturę Césara Manrique i zaskakująco zróżnicowane krajobrazy na niewielkim obszarze. Warto wiedzieć, gdzie pojechać, żeby jednego dnia zanurzyć się w czarnych polach lawy, a drugiego zjeść kolację przy zielonej lagunie. Poniżej zestaw miejsc, które pozwalają ułożyć sensowny plan wyjazdu i zobaczyć Lanzarote bez poczucia straconego czasu. To lista najciekawszych punktów wyspy, którą można wykorzystać jako gotowy szkic trasy na 4–7 dni.
Park Narodowy Timanfaya – serce wulkanicznej Lanzarote
Bez wizyty w Parque Nacional de Timanfaya zwiedzanie Lanzarote jest po prostu niepełne. To kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych zastygłej lawy, kraterów i „księżycowych” pól, gdzie krajobraz od 300 lat praktycznie się nie zmienił.
Wjazd własnym autem kończy się na parkingu przy restauracji El Diablo, dalej obowiązuje przejazd oficjalnym autobusem po tzw. Ruta de los Volcanes. Trasa jest krótka, ale wizualnie intensywna: z bliska widać zastygłe fale lawy, kratery i strome zbocza w odcieniach czerwieni, brązu i czerni.
Na powierzchni ziemi w Timanfaya temperatura sięga 60°C, a kilka metrów pod nią nawet 600°C – stąd pokazy z gejzerami pary i „grillowaniem” przy naturalnym cieple wulkanu.
Warto przyjechać wcześnie rano – po 10–11 tworzą się kolejki, szczególnie w sezonie zimowym, gdy Lanzarote przeżywa turystyczny szczyt. Dla chętnych dostępne są też przejażdżki na wielbłądach po polach lawy obok głównego wejścia do parku, choć to raczej turystyczna ciekawostka niż coś obowiązkowego.
Jameos del Agua i Cueva de los Verdes – podziemny świat lawy
Północno-wschodnia część wyspy to sieć tuneli lawowych powstałych podczas erupcji wulkanu Corona. Dwa z nich zostały udostępnione w zupełnie różny sposób i warto zobaczyć oba.
Jameos del Agua – sztuka w wulkanicznej tubie
Jameos del Agua to połączenie natury z architekturą Césara Manrique. Schodząc w dół, przechodzi się z surowego, czarnego skałowiska do białych tarasów, basenu (tylko do patrzenia, nie do kąpieli) i sali koncertowej ukrytej wewnątrz jaskini.
Największe wrażenie robi naturalne jeziorko z maleńkimi, endemicznymi krabami – białymi, niemal fluorescencyjnymi na tle czarnej skały. Miejsce jest niewielkie, ale bardzo fotogeniczne i dobrze oddaje styl Manrique: organiczne kształty, biel, zieleń roślin i czerń lawy.
Warto zaplanować wizytę rano lub późnym popołudniem, kiedy grupy zorganizowane są mniej intensywne. Przyjemna opcja to połączenie wizyty z kawą lub drinkiem na dolnym tarasie – to jedno z tych miejsc, gdzie chce się chwilę posiedzieć zamiast tylko „przebiec i odhaczyć”.
Cueva de los Verdes – spacer przez wulkaniczny tunel
Cueva de los Verdes leży kilka minut jazdy od Jameos del Agua. To ta sama tuba lawowa, ale pokazana w naturalny, surowy sposób. Zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem (w grupach, zwykle co kilkanaście minut) i trwa około 45 minut.
Trasa prowadzi przez wielopoziomowy system korytarzy i komór, czasem dość wąskich, ale bez ekstremalnych przejść. Oświetlenie jest dyskretne, przez co kolory skał – od pomarańczy po ciemną zieleń – wyglądają bardzo plastycznie.
W jaskini znajduje się też niewielka sala koncertowa ze świetną akustyką. Dla większości osób największą atrakcją jest jednak „sekret” Cueva de los Verdes, zdradzany dopiero pod koniec zwiedzania – warto pozwolić sobie na tę małą niespodziankę, zamiast z góry szukać informacji w internecie.
Mirador del Río i północ wyspy – Lanzarote z lotu ptaka
Północ Lanzarote ma zupełnie inny charakter niż okolice kurortów. Jest bardziej surowa, zielona (jak na tutejsze warunki) i znacznie spokojniejsza.
Mirador del Río, znów zaprojektowany przez Manrique, to punkt widokowy wykuty w skale na wysokości ok. 475 m n.p.m.. Z przeszklonych tarasów rozciąga się panorama na wyspę La Graciosa i Archipelag Chinijo. Przy dobrym świetle kontrast turkusowego oceanu i jasnych plaż La Graciosy z ciemną skałą Lanzarote robi spore wrażenie.
W drodze na mirador warto zatrzymać się w miasteczku Haría – „Dolinie Tysiąca Palm”. To jedna z nielicznych oaz zieleni na wyspie, idealna na krótki spacer i kawę. Cobiegnie stąd też kilka szlaków trekkingowych po północnych wzgórzach.
Jardín de Cactus – ogród kaktusów i lekcja o suchym klimacie
Jardín de Cactus to ostatni duży projekt Manrique na Lanzarote i jednocześnie jedno z najspójniej zaprojektowanych miejsc na wyspie. Teren dawnego kamieniołomu zamienił się tu w amfiteatr z tarasami pełnymi kaktusów z całego świata.
Na stosunkowo małej przestrzeni zgromadzono ponad 4000 okazów i kilkaset gatunków. Projekt robi wrażenie nie wielkością, ale kompozycją: ciemna lawa, intensywna zieleń i żółć kaktusów, białe mury, wiatrak na szczycie i niewielki bar wkomponowany w ścianę.
- Warto przyjechać wczesnym porankiem – najlepsze światło do zdjęć.
- Na miejscu działa mała kawiarnia z widokiem na ogród.
- Zwiedzanie zajmuje zwykle 45–90 minut, w zależności od tempa.
La Geria – winnice na czarnej lawie
Region La Geria to odpowiedź Lanzarote na pytanie, jak uprawiać winorośl tam, gdzie prawie nie pada deszcz. Zamiast klasycznych rzędów winorośli widać tysiące małych półksiężycowatych zagłębień wykopanych w czarnym pyle wulkanicznym (picón) i osłoniętych murkami z lawy.
Taki system pozwala gromadzić minimalną ilość wilgoci z nocnej mgły i chroni krzewy przed wiatrem. W efekcie powstaje charakterystyczny, półksiężycowaty krajobraz rozciągający się wzdłuż drogi LZ-30.
W La Geria dominuje szczep Malvasía Volcánica – lokalna odmiana, z której powstają aromatyczne, często lekko mineralne wina białe i półsłodkie.
Po drodze działa kilka bodeg otwartych dla odwiedzających. Standardem są krótkie degustacje (czasem darmowe przy zakupie butelki), możliwość obejrzenia piwnic i zrobienia zdjęć na tle winnic. Dobrze jest zaplanować wizytę poza godzinami największego upału, czyli rano lub późnym popołudniem.
El Golfo, Los Hervideros i zachodnie wybrzeże
Zachodnia część Lanzarote jest dzika, skalista i zdecydowanie mniej „plażowa”, ale właśnie tutaj widać najbardziej spektakularne starcie oceanu z lawą.
El Golfo to niewielka miejscowość znana z zielonej laguny Charco de los Clicos. Kolor wody zawdzięczany jest obecności mikroalg i minerałów, a kontrast z czarną, wulkaniczną plażą oraz czerwonymi skałami wokół krateru wygląda jak scenografia filmowa. Do laguny prowadzi ścieżka z parkingu, samo kąpanie jest jednak zabronione.
Kilka minut jazdy na południe znajdują się Los Hervideros – skaliste klify, w których ocean wyrzeźbił liczne groty i tunele. Przy silniejszym wietrze fale wbijające się w skały „gotują się” w wąskich szczelinach, stąd nazwa miejsca. Krótka, dobrze przygotowana ścieżka pozwala obejść najciekawsze punkty widokowe.
- El Golfo – dobry pomysł na kolację w jednej z restauracji nad samym oceanem.
- Los Hervideros – najlepiej prezentują się przy falującym oceanie, ale trzeba uważać przy krawędziach skał.
- Po drodze warto zajrzeć na Salinas de Janubio – kolorowe solniska, szczególnie fotogeniczne o zachodzie słońca.
Playa de Papagayo i południe wyspy
Jeśli celem są też klasyczne widoki „rajskich” plaż, południe Lanzarote nie zawiedzie. W okolicy Papagayo znajduje się kilka zatok z jasnym piaskiem i spokojniejszą wodą, osłoniętych od wiatru skałami.
Playa de Papagayo jest najbardziej znana, ale sąsiadujące z nią plaże (m.in. Playa Mujeres, Playa del Pozo) bywają spokojniejsze. Cały teren jest objęty ochroną, prowadzi tam szutrowa droga z symboliczną opłatą za wjazd, ewentualnie można dojść pieszo z Playa Blanca.
Woda bywa tu cieplejsza niż na otwartych, północnych plażach, dlatego to dobre miejsce na spokojne pływanie czy snorkeling. Na głównym klifie nad Papagayo działają dwie proste restauracje – bardziej pod kątem widoku niż wyrafinowanej kuchni, ale na chłodnego drinka sprawdzają się idealnie.
Arrecife, Teguise i ślad człowieka na wyspie
Lanzarote to nie tylko krajobrazy naturalne, ale też kilka punktów miejskich, które warto wpleść w plan zwiedzania, nawet jeśli celem nie są zakupy czy nocne życie.
Arrecife – stolica z twierdzą nad wodą
Arrecife jest niewielką, ale autentyczną stolicą wyspy. Nie ma klimatu wielkomiejskiego, raczej portowy i codzienny. Najciekawsza część to okolice Castillo de San Gabriel i małego mostu Puente de las Bolas. Dla chętnych – spacer po promenadzie, krótka wizyta w zamku (obecnie muzeum) i kawa w jednej z kawiarni nad wodą.
Miasto bywa dobrym przystankiem na początek albo koniec wyjazdu, szczególnie przy noclegach blisko lotniska.
Teguise – białe miasteczko i niedzielny targ
Stara stolica wyspy, Villa de Teguise, to jedno z najbardziej zadbanych miasteczek na Lanzarote. Białe, niskie zabudowania, brukowane uliczki, kościół w centrum i spokojny, trochę senny klimat w tygodniu. Warto przejść się bez większego planu, zaglądając na plac przy kościele i w boczne uliczki.
W niedzielę miasteczko zmienia się nie do poznania – odbywa się tu duży targ, który przyciąga tłumy. Można kupić lokalne produkty, sery, wyroby rzemieślnicze, ale też mnóstwo typowej „targowej” masówki. Dla wielu osób to ciekawy kontrast względem pustych przestrzeni reszty wyspy.
Jak ułożyć plan zwiedzania Lanzarote
Lanzarote jest na tyle kompaktowa, że przy rozsądnym planie można zobaczyć większość kluczowych miejsc w kilka dni, bez zbędnego pośpiechu. Przykładowy podział:
- 1 dzień: Timanfaya + El Golfo + Los Hervideros + Salinas de Janubio.
- 1 dzień: Jameos del Agua + Cueva de los Verdes + Mirador del Río + Haría.
- 1 dzień: La Geria + Jardín de Cactus + Teguise.
- 1 dzień: Playa de Papagayo + spokojny wieczór w Playa Blanca lub Arrecife.
Do tego można dołożyć trekkingi (północ wyspy, okolice wulkanu Montana Roja czy Caldera Blanca) albo dodatkowe plaże na wschodnim wybrzeżu.
Lanzarote nagradza tych, którzy patrzą dalej niż pierwszy rząd hoteli przy oceanie. Skupienie się na Timanfaya, miejscach związanych z Césarem Manrique, La Geria i zachodnim wybrzeżu daje pełny, spójny obraz wyspy – od surowych pól lawy po dopracowane w szczegółach tarasy nad kraterami i oceanem.
